środa, 21 sierpnia 2013

Chapter 19

  - Mogę cię prosić na słówko? - Trevor był ewidentnie wściekły na mnie za to co zobaczył. Pewnie przyglądał nam się dłużej i zobaczył mój - prawie - pocałunek z Brooksem. Moja twarz przybrała barwę dojrzałego pomidora. Spojrzałam na chłopaków. Na ich twarz malowało się jedynie jedno : Wściekłość
  - Nie możesz - Luke zasłonił mnie swoim ciałem. Nie rozumiem po co to zrobił. Trevor nie mógł przecież mi zrobić nic złego. Był moim przyjacielem i myślałam, że kimś więcej póki nie pojawił się Luke. Teraz byłam zupełnie pogubiona w moich uczuciach. Niby coś czułam do Trevora, ale Luke nie dawał mi spokoju. Ciągle gdzieś tam był, gdy myślałam o Trevorze. Zawsze było "a Luke?". Moje przemyślenia przerwał stanowczy ton blondyna.
  - Brooks spierdalaj od niej ona jest moja rozumiesz? - wysyczał przez zęby. "Moja" serio? Byłam rzeczą, że mógł mnie tak nazywać? 
  - Trevor nie jestem rzeczą 
  - Ale jesteś ze mną 
  - Z tego co wiem to nie jesteśmy parą i moge spotykać sie z kim tylko zechce
  - Pożałujecie tego. Czekam na pieniądze - wygroził się i kipiąc w złości odszedł. 
  - Czekam na pieniądze - powtórzyłam po nim, ale brzmiało to bardziej jak pytanie 
  - Corin to nasza sprawa - Lukey nie obrócił się do mnie wypowiadając słowa
  - Jesteście moimi przyjaciółmi i wasze sprawy to moje sprawy - uniosłam głos patrząc na przyjaciół. Unikali kontaktu wzrokowego. Patrzeli wszędzie gdzie się dało tylko nie na mnie - Spójrzcie na mnie! - posłusznie spojrzeli na nas.
  - Corin nie mieszaj się w to dla twojego niebezpieczeństwa
  - Beau zrozum wmieszałeś mnie w to zaprzyjaźniając sie ze mną
  - Popełniłem błąd - Beau spuścił głowę w dół
  - Przyjaźń nazywasz błędem?
  - Nie przyjaźń, a pozwolenie byś czegokolwiek się dowiedziała
  - A mi się inaczej wydaje! Bella! - zawołałam psa i w złości pobiegłam do domu. Jak on mógł powiedzieć, że popełnił błąd? Jak tak bardzo nie chciał mnie w to wkręcać mógł przestać spotykać sie ze mną i nie zapoznawać mnie z chlopakami. To był cios poniżej pasa. 

      Zalana łzami wpadłam do domu, puściłam smycz zjeżdżając po drzwiach. Zakryłam twarz dłońmi i dałam swoim emocjom upust. Nie miałam już do tego sił. Na każdym kroku ktoś mnie rani, ktoś zostawia lub po prostu zlewa. Wstałam gwałtownie przez co zakręciło mi się w głowie i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i przytulając psa, który ułożył się tuż obok mnie zasnęłam. 

  - Otwórzcie ksiązki na 65 stronie - Profesor Whitman spojrzał na klase wrogim spojrzeniem i obserwował jak leniwie otwieram swój egzemplarz podręcznika. wiedziałam, że się na mnie patrzy, ale od piątku chodze tak przybita, że nie mam sił na zwykłe otwarcie książki. Ciągle unikam chłopaków, którzy dobijają się do mnie w każdy znany dla nich sposób i płacze. I tak wyglądał mój miniony weekend czysta drama. 
  - Garson czy może byłabyś tak miła i powiedziała mi jaki owinien być kolejny pierwiastek w tablicy mendelejewa po srebrze ?
  - Jeden chuj jaki i tak mi się nie przyda - burknęłam do nauczyciela i opadłam głową na ławkę. nie miałam ochoty patrzeć na klasę chciałam zasnąć i się nie obudzić
  - Garson zostajesz po lekcjach 
  - Kutas ! - usłyszałam Jamesa 
  - Pan Yammouni też 
  - Ja pierdole - mruknęłam do siebie i starałam znaleźć sobie jakieś inne zajęcie, które było ciekawsze od sluchania nauczyciela. 

* POV Jai*

      Włoski z jakże zajebistą wicedyrektor był najgorszą lekcją w moim planie zajęć i musiało to wypadać akurat w przedostatniej godzinie poniedziałkowych lekcji. Kobieta potrafiła nam milion razy powtarzać odmiany, choć my potrafiliśmy je już perfekcyjnie. Poczułem wibracje w przedniej kieszeni moich spodni. Wyciągnąłem telefon z niej i spojrzałem na wyświetlacz. Sms od Jamesa

Corin dostała godzine po lekcjach. Ja postarałem się też o nią. Teraz czekam na was
 od: James


      Szturchnąłem bliźniaka i pokazałem mu sms. Kiwnął głową na tak i czekaliśmy jedynie na okazję
  - Może by tak pan Brooks odmienił nam " mentire " przez osoby?
  - Ja się jebie, ty się jebiesz, on/ona się jebie
  - Brooks godzina po lekcjach 
  - My się jebiemy, Wy się jebiecie, oni/ one się jebią - brat dokończył za mnie
  - Och widzę, że będzie miał pan towarzystwo - uśmiechnąłem sie choć nie było do tego powodu i wróciliśmy do lekcji. Zostali jeszcze Beau i Daniel. 


Załatwione mamy już po godzinie z zakochańcem. Jak reszta?
do: James

      Tak zakochańcem. Od kiedy Corin przestała z nami rozmawiac Luke chodzi tak przybity, że nie potrafimy go niczym rozbawić, a tym bardziej namówić do jedzenia. Je tylko wtedy, gdy mama go zmusi, a tak siedzi w łóżku i stara się do niej dodzwonić i pisze do niej sms-y. Na to nie było innego wytłumaczenia niż zakochanie. Wpadł po uszy. 

Wszyscy mamy po godzinie więc nie ma mowy żeby uciekła nam
od: James 

*POV Luke*

      trasznie cieszyłem się, że w końcu uda mi się z nią porozmawiać. Czułem się strasznie, gdy zobaczyłem jak ucieka od nas. Do tego ona ... płakała. To mnie zabiło. Niecierpliwie odliczałem minuty do końcowego dzwonka, a gdy wydał dźwięk oznajmiający, że wszyscy skończyli lekcje wybiegłem z klasy jak szalony by iść do kozy. Stanąłem pod drzwiami opierając się o ścianę i wyglądałem dziewczyny. Długie kasztanowe włosy przemknęły mi gdzieś na dziedzińcu przez co wybiegłem ze szkoły. Ona zamierzała uciec. Ruszyłem w jej kierunku. Nie interesowało mnie to, że moze mieć problemy za ucieczkę, a bardziej to, że chciałem z nią porozmawiać. Tak szczerze.
  - Luke - Tracy zobaczyła mnie i starała sie zatrzymać wywołując moje imie. Miałem Corin na oku. Szła na pieszo więc nie miała samochodu, spokojnie mogłem podejść do Tracy i wytłumaczyć jej parę ważnych spraw.
  - O cześć Tracy, a może raczej psychopatko?
  - O co ci chodzi ?
  - Dlaczego pobiłaś Corin ? Jesteś inteligentna inaczej czy ten fluid wżarł ci się w mózg? Słuchaj dotknij ją jeszcze raz, a nie będę patrzeć na to czy jesteś dziewczyną czy nie rozumiesz?! - krzyczałem na nią niekontrolowanie, a gdy stwierdziłem, że nie mam nic już jej do powiedzenia pobiegłem za dziewczyną. Była tak daleko ode mnie. Miała szybki chód. Zacząłem biec by ją dogonić - Cori! - nie reagowała - Corin! 
  - Zostaw mnie! - krzyknęła do mnie nie odwracając się
  - Musimy porozmawiać 
  - Wcale nie musimy! - byłem coraz bliżej
  - Tak musimy! - złapałem ją za ramiona. Trzęsła się. Ostrożnie obróciłem ją w moim kierunku. Była cała rozmazana, trzęsła sie i co najgorsza płakała. 
  - Zostaw mnie - starała się wyszarpać. Zignorowałem to i przytuliłem do siebie. Na początku się opierała, ale po jakimś czasie ustąpiła. Wtuliła się we mnie, a ja poczułem niesamowite ciepło w środku, którego nigdy nie czułem. 

* POV Daniel* 

  - Witam panowie - Trevor podszedł do nas uśmiechajac się chytrze. Ale bym mu pysk skopał, gdyby nie to, że ma nad nami kontrolę - gdzie nasz kochaś?
  - Nie ważne co od nas chcesz?! - Beau rzucił się na niego zły
  - Przyszedłem po pieniądze - rzucił na każdego okiem z uśmieszkiem - ale widać ich nie macie
  - Mieliśmy czas do końca tygodnia
  - Do dzisiaj do 18 potem nie będzie miło
  - Tylko nie rób nic Corin - starszy Brooks znowu zaczął się rzucać
  - Pomyślę nad tym - odszedł w swój tajemniczy i jakże wkurwiający mnie sposób 
  - Myślcie skąd możemy wytrzasnąć 3 tysie 
  - Może pożyczylibyśmy od Corin? 
  - Chyba cie pokurwiło
  - Beau widziałeś ile ona ma kasy! Ona może w niej pływać
  - Powiedziałem nie 
  - Ale ... 
  - Nie ma żadnego "ale" my się w to wplątaliśmy my się z tego wyplączemy
  - Z czego? - Corin zbiła nas całkowicie z pantałyku. Nie sądziliśmy, że przysłuchuje się nam 

*POV Corin*
  - Przepraszam nie chciałem, ale ona kazała mi siedzieć cicho i ...
  - Luke zamknij się już - Beau uciszył brata i spojrzał na mnie - Corin nie możemy widywać się w najbliższym czasie
  - Dlaczego ?
  - Nie możemy dla twojego bezpieczeństwa
  - A czemu uważasz, że możesz mi rozkazywać? Beau nie masz nade mną władzy i nie będziesz miał, a będę robić wszystko co mi się żywnie podoba - musiałam mu się postawić. Te ich sekrety zaczęły doprowadzać mnie do szału. Chciałam wiedzieć o co im chodzi, a zamiast informacji dostałam zakaz zbliżania się. Byłam wściekła i nie starałam się tego kryć. 

__________________

Te rozdziały mi ida niezwykle szybko po tym jak zostałam na bezrobociu. Cóż, ale mi się to strasznie podoba
 + spoza Janoskians. O ile plotki sa prawdziwe gratuluję Zaynowi i Perrie zaręczyn! Są dla siebie idealną parą ♥

Ok, a teraz powrót do opowiadania. Jeśli podoba wam się to opowiadanie i chcielibyście być informowani pisze do mnie na tt : @Beigeee_ lub zostawcie tu swoje nicki ;) napewno was poinformuje i umieszcze w liscie z boku ;)

Czekam na wasze opinie i do napisania ♥

wtorek, 20 sierpnia 2013

Chapter 18

      Idioci - tak mogłam określić piątkę chłopaków, z którymi spędziłam dziś całe po południe nagrywając ich. Cóż oprócz wywalenia z Centrum Handlowego zostaliśmy później wyrzuceni z SubWay i McDonald, pomijając kilka stacji benzynowych, na których Beau przewracał się, a chłopcy podbiegali do niego i pili napój, który wylewał mu się "przypadkiem".

  - Chodźcie do tego chińskiego sklepu, który otwarli na rogu - zaproponował Daniel.
  - Po co ? - spojrzałam na niego lekko przestraszona. On miał dziwne zboczone pomysły. Strasznie bałam się tego, że może wymyśleć coś do czego ja będę potrzebna. Nie chciałam być na ich filmiku, a tym bardziej robić jakichś zboczoych rzeczy. 
  - Pochodzimy, pooglądamy rzeczy ... - czułam w jego planie coś złego, ale chyba już nic gorszego nie może mi się przytrafić niż wyrzucenie z Centrum. 
  - No dobra - wzruszyłam niepewnie ramionami udając beztroskę i ruszyliśmy całą grupką w kierunku sklepu chińskiego. Przyznam, że zachowywali się jakby naprawdę mieli oglądać jakieś rzeczy. Szłam z tyłu z Beau i Jamesem. Nie chciałam iść obok Lukeya ktoś mógł to zobaczyć i powiedzieć Tracy i wtedy miałabym problemy. Dziewczyna wystraszyła mnie swoim zachowaniem niesamowicie. Myślałam, że tylko straszy wszystkich tylko słowami, a pobiła mnie praktycznie za nic. gdyby tylko dowiedziała się o tym, że Luke trzymał mnie za rękę lub o tym, że w centrum handlowym dzieliły mnie dosłownie milimetry od jego ust zabiłaby mnie bez wahania. Na samą myśl o trzymaniu Lukeya za rękę złapałam się za nią. podświadomie w biegu zapamiętałam jego dotyk i później w tym zaułku jego oddech. Był taki spokojny pomimo szybkiego biegu. Pachniał tak niesamowicie. Przez ułamki sekund rozpływałam się wdychając jego zapach z powodu bliskości. Kręcił się w mojej głowie. Nie potrafiłam go zapomnieć 

Czy ja właśnie się nim zachwycałam? 

Corin uspokój się ! Nie możesz ! Tracy cię za to zabije 

Tracy jej nic nie zrobi !

Zrobi !

Ma chłopaków pomoga jej !

Moje myśli biły sie ze sobą. A ja razem z nimi. Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Olać Tracy i robić to na co mam ochotę, a szczerze miałam teraz ochotę przytulić go i podziękować za to co dla mnie robił, czy dalej być tchórzem i być posłuszna dziewczynie. Wybrałam drugą opcję. Byłam w stanie wyobrazić sobie jakie piekło może mi zgotować, po tym jaką próbkę dała mi w szkole. Nie interesowało ją tak to, że nauczyciele mogą tam być, że dyrektor może ją ze szkoły wydalić. Po prostu chciała mnie pobić o ile nie zabić. 

  - Corin ? - zagryzłam warge na głos chłopaka przez, którego moje myśli kłociły się same ze sobą

* POV Luke *
 - Corin ? - Ta dziewczyna nie dawała mi dzisiaj spokoju. Ciągle krzątała się po mojej głowie. Musiałem z nią porozmawiać o niej, o mnie i o Tracy. Musiałem dowiedzieć się o co chodziło Tracy. Dziewczyna stała i patrzyła w jeden punkt jakby zamyślona lekko przygryzając wargę. Jak bardzo chciałbym, aby myślała teraz o mnie. By to moja osoba wywołała u niej to zagryzanie wargi, które w jej przypadku było cholernie seksowne i podniecające. Nie dość, że uwielbiałem, gdy dziewczyna to robi to w dodatku w jej przypadku wywoływało to u mnie dreszcze. Miała takie piękne pełne usta w malinowym kolorze. Zmieszana spojrzała na mnie, a po seksownej Corin ślad znikł.
  - Tak ? - spytała spoglądając na mnie niepewnie. Tak jakby nie chciała ze mną rozmawiać. 
  - Możemy porozmawiać ?
  - Emmm ... - rozejrzała się - możemy później ?
  - Corin o co chodzi ? - dałem upust swoim emocjom, które wzbierały we mnie na każde jej zmieszane słowo. Coś było na rzeczy i miałem wrażenie, że jest w to zamieszana Tracy. Nie chciałem czekać. Chciałem się dowiedzieć tu i teraz. Jej wzrok był wbity w jej Vansy

  - Luke nie chce ci tego mówić

  - Dlaczego ? - Co to musiało być, że nie chciała mi tego powiedzieć?
  - Bo po tym nie będziesz chciał mnie znać - Ona kogoś zabiła czy jak ?

  - Obiecuję, że nie zdenerwuje się i wszystko będzie tak jak wcześniej 
  - Usiądziemy gdzieś ? 
  - My zaraz wracamy - Beau jedynie wziął od Corin telefon, którym nagrywaliśmy dzisiaj filmiki i ruszyliśmy do pobliskiej ławki - słucham 
  - Jeszcze zanim zaczęłam spotykać się z Beau na tych "korepetycjach" Tracy podeszła do mnie w parku i powiedziała, że jak pomogę jej ciebie zdobyć to mogę zyskać, i że i tak nie mam nic do stracenia. Tylko wtedy nie wiedziałam, że z czasem będę mogła was wszystkich stracić za swoją głupotę - prawie płakała. nie wierzę, że Tracy była aż taką suką. Chciała wykorzystać Corin po to by zbliżyć sie do mnie wiedząc, że to bezsensowne. Nie kręcą mnie wypchane plastiki, które są agresywne jak coś jest nie po ich myśli, i które każdemu potrafią dać dupy. Ja chciałem dziewczyny, która jest soba, jest spokojna i szanuje się. Tracy nigdy się do tego przedziału nie nadawała.
  - Słuchaj mnie - powiedziałem łapiąc dziewczynę za ramiona i skupiając tym samym jej wzrok na mnie - nie przejmuj się tą nadmuchaną suką. Ona nie może ci nic zrobić. Masz prawo żyć tak jak chcesz a nie tak jak ten pustak ci każe - jej oczy były wypełnione smutkiem. Rozdzierało mi to serce. Sam nie wiem czemu po prostu, gdy ją widziałem moje serce przyśpieszało, a gdy jej nie było czułem się taki samotny. Nie miałem dziewczyny od kiedy skończyłem 6 lat więc nie wiem jak mogę to opisać. Byłem totalnie do bani w kwestii opisywanie tego co czuje. Po prostu chciałem spędzać z nią jak najwięcej czasu i wykorzystywać każdą możliwą sytuację. 
  - Luke nie widziałeś jej? Tego w jaki wpadła szał? Boję się jej 
  - Więc od teraz zawsze ktoś z nas musi być przy tobie - uniosłem kącik ust na samą myśl, że pod tym pretekstem będę mógł spotykać ją częściej
  - Tak bo wy nie macie niczego lepszego niż siedzenie 24h ze mną 
  - Wiesz lepiej siedzieć w szóstkę niż w piątkę - przymrużyłem oko "puszczając" jej je. Westchnęła głośno myśląc nad tym co jej powiedziałem
  - No dobrze, ale jeśli będzie wam to przeszka...
  - Nie będzie - przerwałem jej i wstałem - chodź - wyciągnąłem w jej kierunku rękę, którą ona chwyciła i wróciliśmy do reszty
  - To jak idziemy do sklepu ? - Skip nie poddawał się z jego idiotycznym pomysłem darcia się "penis" na całe pomieszczenie. 

*POV Corin*
  - fuck - jeknęłam, gdy kobieta w bibliotece nas przyłapała na wydzieraniu się "penis" na całą czytelnię
  - Przepraszam - ruszyła w naszym kierunku - czekajcie czekajcie - zatrzymała nas tuż przy drzwiach wyjściowych - Zauważcie, że ludzie przychodzą do czytelni by poczytać lub wypożyczyć książkę 
  - Przepraszamy możemy wyjść? - Beau starał się zwiać 
  - To dobry pomysł wyjdźcie i nie wracajcie - pokazała nam na drzwi i wyszliśmy śmiejąc się niczym dzieci specjalnej troski 
  - Widzieliście te babkę! 
  - Myśli, że damy spokój - zaśmiał się Skip
  - Frajerka - słuchałam chłopaków i pomimo tego, że było śmiesznie zachowywaliśmy sie jak idioci. Ludzie przyszli tam by poczytać, a my przeszkadzaliśmy im. Zrobiło mi się głupio
  - Corin nie przejmuj się - Lukey objął mnie ramieniem. Moje ciało przeszły ciarki, ale po chwili uspokoiłam się i pozwoliłam by jego ręka zwisała z mojego ramienia wzdłuż mojego ciała. 
  - Łatwo mówić dla was to codzienność 
  - Dla ciebie też się po jakimś czasie tak stanie - Beau uświadomił mnie o tym co czeka mnie w przyszłości. Byłam na to widocznie skazana od początku tej znajomości. 

      Dzień minął w miłej atmosferze, ale gdy wybiła godzina 15 przypomniałam sobie o biednej Belli, która siedzi w domu i czeka na swój spacer
  - Muszę wracać - powiedziałam przerywajac rozmowę o dzisiejszych nagraniach.
  - Czemu?
  - Bells - przyjaciel doskonale zrozumiał o co chodzi 
  - Odwieziemy cie 
  - Dziękuję jesteś kochany
  - I pakujemy ci się na chatę do wieczora - Luke dorzucił swoje pięć gorszy. Pamiętałam o tym co mówił, ale nie sądziłam, że mówi serio. 
  - Ja myślałam ...
  - Że żartuję ? Nie żartowałem - puścił mi oczko i wsiadł do samochodu na tyły. Ja niestety ponownie zostałam wepchnięta przez urażonego Beau na tyły ponieważ przeze mnie nie mógł wcześniej prowadzić swojego ukochanego auta - Witam ponownie - Brooks zaśmiał się, gdy usiadłam na jego kolanach. Teraz sprawiało mi to nawet przyjemność. Całe szczęście szyby przyciemniane więc nie można było zauważyć nas łamiących przepisy w związku z ilością pasażerów w owym samochodzie.

      Samochód zatrzymał się pod moim domem, a my jak jeden mąż wypadliśmy całą czwórką na twardą kostkę brukową, która była wyłożona na moim podjeździe. 
  - Miękki powrót - wygrzebałam się spod 3 męskich zwłok leżących na mnie i podeszłam do drzwi by otworzyć je i wpuścić chłopaków. Chłopcy weszli z zdziwionymi minami do środka 
  - A to jest dom czy pałac ? - Skip zaświecił mądrością
  - Nazywaj jak chcesz dla mnie to więzienie - mój ton przybrał smutnego charakteru - głodni ? - spytałam idąc w kierunku kuchni 
  - Zawsze - chłopacy zjawili się tuż obok mnie i zaczęli opróżniać moją lodówkę. Nigdy tak szybko nie opróżniła się od kiedy pamiętam. Pies zaczął coraz bardziej dawać do zrozumienia, że chce sie załatwić, więc chłopcy zostawili swoje torby w przedpokoju i uprzednio zapinając psa na smycz ruszyliśmy do parku. Oczywiście nie zabrakło nam wygłupów i robienia z siebie debili. 
  - Plac zabaw - krzyknął Jai i wszycy spojrzeli na kierunek, w którym on patrzał. Kilka chwil później biegliśmy iódemką ponieważ był z nami pies do placu zabaw. Spuściłam Bells ze smyczy i ponieważ nikogo nie było na placu zabaw zaczęliśmy bawić się w ganianego, a pies nas gonił. 
  - W nogi ! - krzyknął Luke uciekając w moim kierunku przed psem. Niestety nie zorientowałam się w czasie i chłopak wpadł na mnie. Zaczęłam się śmiać, ale po chwilijego bliskość ściągnęła śmiech z moich ust i zaczęłam dokładnie przyglądać sie jego twarzy zatrzymując swój wzrok na ustach, które były praktycznie na moich. Zaczęliśmy się do siebie przybliżać, ale w porę się opamiętałam i zaczęłam wstawać 
  - Przepraszam - strzepałam z siebie piasek i pobiegłam przed siebie udając, że NIC-SIĘ-NIE-STAŁO. Choć tak bardzo bym chciała. 

- Corin ? - usłyszałam znajomy głos. Obejrzałam się i ujrzałam go. Trevor stał i przyglądał się nam niezbyt zadowolony.
_________________________

Dodaję ten rozdział ponieważ komuś bardzo na nim zależało. Przepraszam, że taki krótki, ale jakoś więcej nie umiałam, ale postaram się następny napisać dłuższy ;)



Czekam na waszą opinię

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Chapter 17

  - Ten samochód jest stanowczo za mały dla naszej szóstki - stwierdził przygnieciony przezemnie i Luke'a Skip 

  - Jak kupisz większe to wiesz skarbie gdzie nas szukać - zaśmiał się Beau. No tak jemu to wygodnie było siedząc razem z Jaiem na przednich siedzeniach, gdy my ściskaliśmy się w czwórkę na tyłach samochodu. Naprawde wszystko było by dobrze gdybyśmy nie musieli się ty ściskać razem z plecakami. Wyobraźcie sobie ten ścisk. Może się powtarzam, ale sardynki w puszce mają o wiele więcej miejsca niż my tu. Przecież ja siedze na kolanach Skipa i Luke'a, a i tak mocno ściskamy James'a, który praktycznie siedzi przyklejony do szyby. Jedyny plus z tego jest taki, że jest nam wesoło.


      Samochód zatrzymał sie na szkolnym parkingu. Oczy wszystkich skierowane były na samochód chłopaków od kiedy pojawił się w zasięgu wzroku gapiów. Nie tyle, że wyglądaliśmy jak badna idiotów, ale chodziło raczej o to, że tak jest zawsze. Chłopcy zawsze są w centrum uwagi. Zawsze jest o nich głośno i zawsze wszyscy ich rozpoznają. Nawet ludzie spoza szkoły. Widocznie są tak bardzo lubiani.

  - Dobra wychodzimy proszę państwa - Beau odpiął pas bezpieczeństwa i otworzył drzwi wychodząc. Ja szybkiem ruchem złapałam za klamkę żeby nie powtórzyła się sytuacja z wczoraj. Beau postanowił jednak nie robić takich niespodzianek i czekał na nas patrząc jakby był normalny. No sorry, ale on nigdy nie będzie. Złapałam klamkę i wcisnęłam ją z nadzieją, że nie "wysypiemy" się z samochodu. Na szczęście chłopcy złapali się i spokojnie mogłam wyjść zeskakując Luke'owi z kolan. To dziwne, ale gdy wsiadałam on usiadł tak jak wcześniej przez co automatycznie zostałam usadzona na jego kolanach, a podczas jazdy moja pozycja zmieniła się na siedzenie jeszcze skipowi pół na pół. 


  - Boże dzięki - wyszłam i odetchnęłam chłodnym powietrzem, gdyż te, które panowało w samochodzie było już nagrzane od naszych płuc i temperatury ciał - Jak tu pięknie chłodno - uśmiechnęłam się 
  - Zawsze możemy zrobić ci powtórkę z rana - Skip zarzucił na mnie ramie i poruszył brwiami 
  - A my wam - Jai stanął obok Skipa i zarzucił na niego ramie tak, jak Daniel na mnie. 
  - Dobra, dobra - podniósł ręce w geście obronnym i odsunął się. Zaśmiałam się razem z bliźniakiem i spojrzałam na paczkę. 
  - To co po trzeciej lekcji ewakuujemy się ? - James zabrał głos 
  - Wciąż nie jestem przekonana 
  - No nie bądź taka sztywna - ciało przeszły mnie ciarki na słowo "sztywna". Taka reakcja nie miałaby nigdy miejsca, gdyby nie to, że Beau tak do mnie kiedyś mówił. 
  - Dobrze idę - uśmiechnęłam się do nich szczerze i wraz z Jamesem ruszyliśmy na Angielski. Nie wiem jakim cudem mnie przekonał, ale dziś zamiast z Meredith usiadłam z Yammouni. Powinnam to uzać za coś w stylu " Idiotko masz przyjaciół", ale wciąż nie potrafiłam się przyzwyczaić do tego, że jest ktoś kto mnie lubi i chce spędzać ze mną czas. 

      Siedzieliśmy cicho w ławce póki pod nos - dosłownie, ponieważ położyłam się na ławce - została mi podsunięta karteczka.

" Robimy dzisiaj filmik w centrum pomożesz nam ? "

Spojrzałam na niego nie rozumiejąc jaki filmik chcą nagrywać. 

"Jaki filmik ? "

Chłopak uśmiechnął się i po nabazgraniu niezdarnie literek przez śmiech podsunął mi kartkę


" Będzie się nazywać Public Disturbance. Po prostu będziesz nagrywać nasze odpały ok? "

Spojrzałam na niego. Słowo Public mnie przeraziło. Co oni chcieli robić publicznie? 


" No dobrze, ale jakby co to co złego to nie ja i idziecie ze mną po czapkę. Taką jakie wy nosicie " 

Odpisał szybko i przysunął kawałek papieru


" Nie ma sprawy i ta "czapka" to Full Cap " 

Puścił mi oczko. Boże jak ja się głupio teraz czułam nazywając Full Cap czapką. Wiadomo,że nie znałam się na tym nazewnictwie ubrań i dodatków, które były dla nich codziennością, ale i tak było mi przez to głupio. Jeśli chciałam kupić sobie taką czapkę mogłam się chociaż dowiedzieć jak się nazywa by nie wyjść na idiotkę tak jak teraz. Uderzyłam się w myślach w czoło i spojrzałam na przyjaciela. Siedział i przepisywał coś z tablicy. Nawet nie zauważyłam, gdy zaczęliśmy pisać w zeszytach.

  - James ja skoczę się do szafki i zaraz wracam - rzuciłam chłopakowi i szybszym krokiem podbiegłam do szafki. Schowałam do niej rzeczy i na szybko zaczęłam się poprawiać bo przez mój sposób śmiania się jestem po kilkunasty minutach cała rozmazana. Tak jak w teraźniejszym przypadku. Tusz, eyeliner, błyszczyk i zamknęłam szafkę. 
  - Hej Corin - usłyszałam za sobą głos Tracy - cóż za miłe spotkanie - jej mina świadczyła o tym, że nie byłam w zbyt dobrej sytuacji choć nie wiem co zrobiłam źle - albo nie powiem tak cóż za miłe wpadniecie, a może spadniecie ? - obróciłam się do niej przodem i starałam się rozgryźć to o czym ona mówi - Nie wiesz skarbie o co mi chodzi ? Miałaś mi pomóc, a zamiast tego podrywasz go - i wszystko jasne. Luke Anthony Mark Brooks był powodem jej złości.
  - Ja go nie podrywam 
  - Tak ? A kto siedział wczoraj i dzisiaj na jego kolanach ?
  - Aaaa too ... było mało miejsca w aucia, a Skip miał jakieś odpały, a James nie chciał mnie wziąć na kolana - powiedziałam miłym tonem 

  - Wątpię ... Widziałam wyraźnie jak się na niego gapisz i jak on reaguje na to co ty robisz - jej twarz zaczynała przybierać barwę pomidora, a pięsci ściskały się po bokach jej ciała. Szczerze? Byłam przerażona. Zaczęłam powoli stawiać kroki w tył, gdy dziewczyna robiła je w przód - Mówiłam, że zyskasz jeśli mi pomożesz - mówiła przez zaciśnięte zęby - On jest mój rozumiesz? I jeśli nie pomagasz mi, a tym bardziej utrudniasz musisz dostać nauczkę - zamachnęła się. Poczułam jej zamachniętą pięść na szczęce. Z moich oczu mimowolnie popłynęły łzy. Jeszcze nikt nigdy nie uderzył mnie, a dziewczyna nie szczędziła mi uderzeń 
  - Zostaw ją! - znajomy mi głos powtarzał te słowa w kółko szybko zbliżając się do mojego zwiniętego już w kulkę ciała - Corin wszystko dobrze? - Lukey wziął mnie na ręce i ruszył w kierunku samochodu chłopaków - a ty nie zbliżaj się do nas! - krzyknął na odchodne Tracy.

Posadził mnie na siedzeniu obok kierowcy i z dokładnością zaczął przyglądać się mojej twarzy
  - Na szczęście to tylko rozcięta warga. Corin boli cię szczęka ?
  - Nie - powiedziałam zgodnie z prawdą. Pomimo tego iż zamach dziewczyny był duży nie zrobiła mi nic poważnego. Jak to mawiał tata jestem twardą dziewczyną. Miliony razy spadałam z drzewa i nigdy - choć upadki były często z dużych wysokości - nie odnosiłam większych obrażeń.
  - Napewno? Powiedz jeśli cię coś boli - jego zamartwianie się zaczęło robić się niezręczne.
  - Luke jest dobrze - pomimo tego, iż jego dotyk był niesamowicie przyjemny nie chciałam by mnie dotykał nie po tym co się stało - częściowo przez niego. Odsunęłam się, gdy oparł dłonie o moje kolana. Wiem, że to było głupie i nie miało żadnych zamiarów ponieważ kucał i to pomagało mu utrzymać równowagę, ale nie chciałam, żeby Tracy widziała jaki kolwiek kontakt fizyczny mój z Luke'iem. Bałam się, że jeśli zobaczy, że on dotyka moje ciało w jakimkolwiek miejscu znów oberwę.Nie chciałam tego. Nigdy nikt mnie nie uderzył, a ona robiła to z taką łatwością. Biła mnie po twarzy jak rozwścieczona, a ja nic złego nie zrobiłam - Wiesz chyba nie pojade z wami do tego Centrum 
  - Czemu ? - jego bliźniak podszedł do nas, a za nim reszta. 
  - Tracy chciała ją pobić - w jego słowach można było wyczuć smutek. Niesamowity, ale nawet ten smutek nie zmusił by mnie już do dotknięcia go czy zrobienia czegokolwiek. 
  - Mówiłem, że to psychopatka - James powiedział i szybko podszedł do mnie by mnie przytulić. 
  - Tracy nie jest psychopatką - Beau starał się bronić Tracy. Dobrze rozumie, podoba mu się, ale myślałam, że jestem jego przyjaciółką i będzie mnie bronił, a on stał dalej za nią.
  - BEAU KIEDY TY NA OCZY PRZEJRZYSZ ?! ONA POBIŁA CORIN! - Luke dostał jakiegoś napadu. Zaczął rzucać rękoma w każdą stronę i drzeć się jak idiota. 
  - Dobra Luke uspokój się bo to wydzieranie się nic nie da - Jai starał się uspokoić chłopaka choć dużo to nie dało bo wciąż nerwowo chodził. 
  - Odwieziecie mnie do domu? 
  - Jest tata ? - Skip nie miał kiedy wyskoczyć z tym pytaniem.

  - Nie ma go 
  - Więc jedziesz z nami nie możesz być teraz sama - Jai usiadł na miejscu kierowcy. Zauważył, że jestem zła na niego za to jak bronił dziewczyny, która mnie pobiła i nie chciał żebym siedziała blisko niego. Włożyłam nogi do samochodu i zamknęłam drzwi. Reszta ubiła się z tyłu i ruszyliśmy do centrum handlowego. 


  - Dobra to pierw załatwiamy sprawę Corin - James klasnął w dłonie, gdy wszyscy wyszli z samochodu. 
  - Jaką ? 
  - Corin chce mieć Full Cap 
  - Już ma - Luke założył mi na głowę swój. Moje ciało przeszedł dreszcz. 
  - Luke nie dziękuję kupię sobie przecież 
  - Ja mam ich milion - wszedł ponownie do samochodu na tylne siedzenia i wyszedł z kolejnym na głowie. Czy oni tam maja jakiś sklep z ubraniami czy co ?
  - Co tam jeszcze macie? - spojrzałam z zainteresowaniem na samochód
  - Jakieś ciuchy na zmiane, buty, dodatki 
  - Serio ? - spojrzałam na nich zaskoczona. Nawet ja nie miałam zapasów ubrań w bagażniku, a miałam o 3 razy większy. 

  - Dobra to co mam robić? 
  - Włącz w telefonie kamerkę i nagrywaj nas - poinstruował mnie już normalny Beau i podbiegł do grupki osób jedzących frytki. Usiadłam spokojnie przy pobliskim stoliku i nagrywałam ich ukrytym telefonem. Beau był bezczelny. Podszedł do nich i zaczął im wszystko wyjadać. Następnie ruszył Skip podszedł i także zaczął jeść. Chłopcy założyli kaptury i zasłaniali mnie. Po chwili Beau wstał i wraz z Danielem odszedł jak gdyby nigdy nic i poszedł dalej. My szybko zebraliśmy się i poszliśmy za nim. 
  - Pojebani jesteście ! - zaśmiałam się.
  - Teraz się dowiedziałaś ? - Jai spojrzał na mnie zdziwiony.

  - Nie wiedziałam, że aż tak - spojrzałam na niego 
  - Dobra teraz Jai idziemy - powiedział Beau i pobiegli trochę dalej od nich. Beau wskoczył siedzącemu Jai'owi na kolana i zaczął udawać płacz dziecka. Wydzierał się niemiłosiernie na całe cantrum handlowe. Ja ukryłam się z chłopakami za jakąś doniczkę. Udawaliśmy, że rozmawiamy, a oni robili swoje przedstawienie. Jai głaskał Beau po brzuchu bo niby dziecko kolki "dostało" . Potem niezdarnie wziął go na ręce i zaczął iść przed siebie. Kilka kroków dalej go upuścił. 


  - Hej wy! - usłyszałam niski męski głos - koniec tej zabawy - ochroniarz podszedł do braci, a kolejny do nas - wszystko widać na kamerach. Wynocha stąd! - wydarł się. Chłopcy rozejrzali się i zaczęłi szybko biec w różnych kierunkach. Ja osłupiała stałam przez co Luke szybko wrócił i pociągnął mnie za rękę. Każdy biegł w inną stronę przez co sekundy później nie wiedziałam kto gdzie jest. Jedynie Lukey nie puszczając mojej ręki wbiegł ze mną w korytarz prowadzący do łazienek, a potem wpechnął mnie w głęboką szpare między ścianą, a automatem z Colą. Niestety, aby nie było go widać musiał wcisnąć się maksymalnie przez co jego i moją twarz dzieliły centymetry. Mój wzrok wbił się mimowolnie w oczy Brooksa, a jego w moje. Mogłabym nazwać tę chwilę romantyczną, gdyby nie to, że Tracy za takie coś zabiłaby mnie - dosłownie. Staliśmy w ciszy, całkiem przyjemnej ciszy, kilka minut. Nie chciałam jej przerywać, ale musiałam. 
  - Chyba teren czysto - usłyszałam jak niechętnie westchnął. Wyszedł z kryjówki i rozglądając się pobiegliśmy na parking gdzie czekała na nas reszta. 

  - Romeo me serce ku tobie ucieka - Beau zaczął nabijać się z nas. Całkowicie bezpodstawnie
  - Zamknij się czasem co ? - powiedziałam uderzając go w ramie. 
  - Bolało - zaczął masować miejsce, w które oberwał
  - Bo miało 
  - Co teraz robimy ? 
  - Może miasto ?

  - Jedyne rozwiązanie tutaj nam zostać nie pozwolą - Jai starał się mówić poważnie, ale nie wyszło mu to patrząc na wcześniejsze poczynania. W moich oczach on już nie mógł być poważnym Jaiem. Nie po tym co dzisiaj robił z chłopakami. Wsiadłam z chłopakami do samochodu i wyjechaliśmy z parkingu na miasto. 


__________________

Mam nadzieję, że taka długość choć w odrobinie zrekompensuje wam moją nieobecność na początku miesiaca. Liczę, że skomentujecie ten rozdział chętniej niż jest to robione pod poprzednimi rozdziałami. Zastanawiam się czy nie wprowadzić zasady 5 komentarzy ... chociaż wtedy to czekalibyście z 20 lat na nowy rozdział ... 


Ok więc do napisania ♥ 

niedziela, 18 sierpnia 2013

Chapter 16

  - Corin ? - usłyszałam ciche nawoływanie ze świata żywych, które kazało mi pozostawić mą jakże idealną krainę snów na rzecz świata osoby budzącej - Wstawaj
  - Daj mi spokój pokrako nędzna - jęknęłam nie mając tego w zamiarze i przewróciłam się na brzuch dając tym do zrozumienia, że nie mam najmniejszej ochoty wstać.
  - Corin, no weź nie odbieraj mi tej przyjemności - czy ja zrobiłam coś złego ? W pokoju było ciemno jak nie powiem gdzie, a ktoś bezczelnie mnie chciał obudzić - musisz mi pomóc nooo 
  - Przybyszu z innej planety daj mi kurwa spać - tak zaczęło mnie to denerwować w innym przypadku nie przeklnęłabym. Rzadko używam wulgaryzmów, choć przez Beau zaczynam je wprowadzać częściej do codziennego słownika.  
  - Corin jeśli mi nie pomożesz Beau zrobi coś czego zapewne nie chciałabyś - otwarłam minimalnie jedno oko i spojrzałam na nieobkolczykowanego bliźniaka
  - Słucham ? Jakie masz zamiary ?
  - Zrobimy im pobudkę jakiej nie zapomną - uśmiechnął się szyderczo i poruszył brwiami niczym czarny charakter w bajkach dla dzieci - ale nie mogę opowiedzieć ci o tym tutaj bo mogą usłyszeć - wstałam i ruszyłam za chłopakiem wzdłuż korytarza, którym ciągnął mnie do samego końca. Weszliśmy do pokoju i usiadłam na dolnym materacu piętrowego łóżka.
  - Więc? - spojrzałam na chłopaka oczekując na wskazówki
  - Mam zapas miodu w butelkach i znalazłem ostatnio w garażu kilka poduszek wypełnionych pierzem co ty na to żeby zrobić kurzą pobudkę ? - moje oczy rozszerzyły się, a kąciki ust uniosły maksymalnie na wiadomość, że wywinę im taki numer z Jaiem.

  - Biorę Beau i Daniela bo mają lekki sen i mogą się łatwiej obudzić. Ty Jamesa i Luke'a bo oni mają sen jak kamień i nie mają łaskotek 
  - To do roboty - klasnęłam w dłonie i ruszyliśmy spełnić nasze plany

*POV Beau * 

Kopnięcie w udo obudziło mnie w błyskawicznym tępie. Szczerze bez otwierania oczu mogłem stwierdzić, że zrobił to Skip, który kopie i wierzga jak małe dziecko, podczas snu. On ogólnie zachowywał się jak dziecko. Upośledzone dziecko. Nie wiem co mu się śniło, ale podejrzewam, że jakieś sztuki walki przez co nie raz ja i chłopcy wychodziliśmy cali poobijani z naszych noclegów. Ale pomijając mój przestawiony nos, podbite oko Jamesa i poobijane plecy Jai'a, był najlepszym przyjacielem jakiego mogliśmy spotkać. Jego głupie pomysły i totalnie pojebana natura sprawia, że nasze filmiki są o milion razy lepsze i podobają się ludziom. No, z której strony by nie patrzeć to on wymyślił to "przeciąganie" liny na ulicy. I to dzięki temu filmikowi spodobało się to kilku osobom. 
  - Skip skończ się rzucać idioto - powiedziałem z zamkniętymi oczami przekręcając się na bok. Oblizałem usta jak to miałem w naturze robić rano zaraz po przebudzeniu i starałem się ponownie zasnąć. Niestety, ale zawsze tak jest, że gdy się obudzisz już nie zaśniesz tak łatwo choćbyś niewiadomo co robił. Dopiero po chwili moje zmysły zaczęły poprawnie działać i poczułem zapach miodu. Czyżby mama robiła nam na śniadanie moje naleśniki z miodem? Uniosłem się na łokciach i przetarłem zaspane oczy by skontrolować sytuację i dopiero teraz zorientowałem się, że to wcale nie naleśniki tak pięknie pachniały tylko ja i pozostała trójka śpiąca tuż obok mnie. Byliśmy cali wysmarowani miodem i obklejeni pierzem. Byliśmy jak .... kurczaki! 
  - Wstawać ! - krzyknąłem na śpiących towarzyszy niedoli. Oni mieli to zupełnie w dupie. Dalej smacznie spali. Kopnąłem Luke'a z całej siły, a gdy ten się wydarł widząc co się stało dopiero wtedy wszyscy obudzili się jak na komendę. Ich miny? Może byłem w tej samej sytuacji, ale były boskie!
  - Jai! - krzyknął cały czerwony

*POV Corin*

  - Jai jesteś pewien, że powinniśmy ? - powiedziałam praktycznie szeptem smarując kucharskim pędzlem nogę Jamesa. Był już prawie skończony i pozostał mi tylko cały Luke. Nie wiem czemu, ale jakoś nie miałam ochoty mu tego robić. Ciągle miałam jakieś dziwne przeczucia i po prostu tak niekontrolowanie traktowałam go inaczej niż resztę. 
  - Uwierz gdybyśmy tego nie zrobili to oni zrobili by to nam - przeszedł ostrożnie między Luke'iem, a Skipem, którego przed chwilą skończył odziewać w miód i podszedł do swojego starszego brata. Gdyby nie oni to my? - Teraz nie miałam już żadnych wyrzutów. Wizja siebie w pierzu i komentarze typu : " kobieta powinna być w domu" - czyli zwykłe bycie kurą domową - zmotywowały mnie do owych działań. James otrzymałam jeszcze jedną porcję miodu na swoije ciało, a Luke został po prostu polany dwa butelkami w kształcie misia i było to na nim jedynie rozsmarowane.

  - Wredna jesteś 
  - Nie będę kurą domową jak to sądzi Beau 
  - Zaszedł za skórę widzę 
  - Dokładnie - uśmiechnęłam się i pobiegłam z chłopakiem po pierze naszykowane w przedpokoju. Zaczeliśmy ich obsypywać tak bardzo, że po miodzie nie było śladu. Nie licząc unoszący się zapach - Która godzina? 

  - 5 nad ranem 
  - Położyłabym się jeszcze 
  - Choć do mojego i Luke'a pokoju prześpimy się - ruszyłam z chłopakiem do pokoju, w którym już wcześniej byłam i rozłożyłam się na piętrze łóżka. Układając przed snem ubrania obok siebie by szybciej się ubrać kiedy wstanę. 

*POV Luke*

  - Jai ! - krzyknąłem wściekły na bliźniaka. Jak on mógł to zrobić. Przecież..... Jak ja teraz wyglądam ? Jestem cały w pierzu i kleję się! Nie mogę się tak pokazać Corin. Właściwie to czemu pomyślałem o Corin? Nie wiem. Ostatnio ciągle o niej myślę. Nie powinienem bo jest naszą przyjaciółką. Jedyną jaką mamy, a ja o niej myślę. Czasem niekontrolowanie. Cóż na takie myślenie nie poradzę, ale ciągle uważam, że nie powinienem
  - Ja sądzę, że powinieneś zawołać JAI ! CORIN! - Beau poprawił mnie i wstał. James i Skip za nim i wkurzeni ruszyli do mojego i brata pokoju. Już chciał gwałtownie otworzyć drzwi, ale się zatrzymał - Chwila - uśmiechnął się i pobiegł do łazienki, a my jak idioci za nim - Bierzcie wszystko do czego da się nalać wodę - skupieni na zadaniu zaczęliśmy nalewać wody do wiaderek, misek i co wpadło w rękę. 

 
      Podeszliśmy cicho do drzwi i otwarliśmy je. Jai i Corin spali. 
  - Ja i James na Jaia, a ty Luke i Skip na Corin - powiedział Beau
  - A może nie oblejemy Corin ? - zaprotestowałem  - No wiecie leży na moim łóżku i potem będzie musiał się materac suszyć i wogóle ?
  - Luke weź się zamnkij - zaczął odliczać. Ja nie zrobiłem tego o co on prosił i zamiast Corin oblałem Jaia. nie potrafiłem. Coś w środku mówiło mi, że mam tego nie robić. Wolałem już oblać swojego brata co było codziennością niż ją. Boże co się ze mną dzieje? 

________________________

Mieliśmy małą przerwę, ale teraz już jestem bezrobotna gdyż się zwolniłam z tej niewolniczej instytucji i mam nadzieje, że dam radę dodawać rozdziały mniej więcej raz na dwa dni. ;)


Zadowoleni? 

A teraz może powiecie mi co sądzicie o takim rozwoju sytuacji ? 
Co na to Corin? 
A co z Trevorem? 


+ Jesli chcecie być informowani zostawcie swój nick z tt ;)

Do napisania ♥

niedziela, 11 sierpnia 2013

Chapter 15

  - Gramy ! - zawołał James siadając na ziemi w salonie. Wspomniałam już jak bardzo boję się grać z nimi w cokolwiek? Przed chwilą graliśmy w Ping Ponga i Pan mądry Daniel chcąc uratować swoje odbicie przywalił z całej siły Luke'owi w twarz piłeczką. Wszyscy składali się ze śmiechu nawet Luke, jedynie chyba ja jestem taka sztywna i podbiegłam do Brooksa z zapytaniem czy wszystko jest dobrze. Skończyło się jedynie na fioletowym siniaku na czole, ale i tak nie powinni się z tego śmiać, to mogło być oko. No dobra przyznaję im rację jestem sztywna. Ale nie moja wina, że mam opiekuńcze odruchy i, gdy ci idioci sobie coś zrobią od razu dzwoniłabym po karetkę lub inną służbę sanitarną. W każdym razie muszę bardziej poddać się ich towarzystwie i dać "ponieść". 
  
      Westchnęłam głośno i usiadłam między Beau, a Danielem i spojrzałam na nich 
  - Ale w co ?
  - Butelkę - zaśmiał się Daniel. Przyznam przeraziło mnie jego poruszanie brwiami. Zawsze robił to, gdy miał sprośne myśli czyli ta butelka miała być jakaś inna niż te, które znałam.

  - Daniel przerażasz mnie nie rób tak i niech mi ktoś powie jak wy gracie w te butelke
  - Wyzwanie lub fant - zaśmiał się James
  - Fant w postaci ... ? 
  - Części stroju posiadanego na sobie
  - To idę założyć wszystkie ciuchy jakie ze sobą mam - wstałam, ale Beau złapał mnie za rękę

  - Jak już usiądziesz do gry to nie ma zlituj - Brooks posadził mnie spowrotem
  - Otaczają mnie maniacy seksualni 
  - Miło nam - rzucił Jai 
  - Się odezwał - Luke starał się nie poskładać w tym momencie ze śmiechu. Cóż przyznam, że Jai za nic nie mógł sie nadawać na maniaka seksualnego. Był zbyt spokojny, opanowany i miły na taką etykietkę. 
  - Dobra cicho - starał się uspokoić wszystkich Beau jako najstarszy z nas. Chwilę to trwało zanim uspokoił bliźniaków, ale udało mu się to, a wtedy usiadł spowrotem i podał mi butelkę - Panie mają pierwszeństwo 
  - Boże - skomentowałam to starając się być grzeczną i wzięłam butelke do ręki. Położyłam ją na środku naszego "kręgu", spojrzałam na wszystkich dookoła i zakręciłam plastikowym opakowaniem w duchu modląc się żeby moje szczęście pokazało na kogoś innego niż mnie. Bałam się zadania, które wymyślą mi chłopcy, a rozbierać się nie miałam zamiaru i co gorsza bałam się tego, że chłopcy zaczną dawać fanty.

      Butelka kręciła się, a ja powtarzałam w myślach "tylko nie ja". Na moje szczęście wypadło na Jamesa.  
  - Kochany albo idziesz na ulice i tańczysz dla jakiejś starszej babuni albo dajesz fant - powiedział szybko Luke. Czemu mnie to nie dziwiło? To była normalka, że Luke ma najgorsze pomysły. Yammouni wstał i wyszedł z domu, a my zaraz za nim. Wybiegł niczym oszalały na ulicę i zaczął rozglądać się za jakąś starszą kobietą. Miał chyba pecha. Żadnej ne było w pobliżu. Ruszył w prawo i zaczął bacznie przyglądać się przechodniom. My szliśmy kilka metrów za nim by go nie zgubić i by nie być za blisko. Gdy w końcu zauważył kobietę o siwych włosach. Podbiegł do niej i zaczął tańczyć wokół niej "trzęsąc cyckami", których nie miał.
  - Och James - zaśmiała się, poklepała go po ramieniu - Wnusiu idź już do kolegów bo pomyślą, że ich nie lubisz - i odeszła. Chłopcy patrzeli na niego, jak gdyby UFO wylądowało mu na głowie
  - To była twoja babcia? - Beau rzucił ręka w stronę kobiety
  - Tak - powiedzial dumnie i wyminął nas
  - Twoja babcia się nie liczy 
  - Zadanie brzmiało " Tańcz dla starszej kobiety ", a nie " Tańcz dla starszej kobiety, ale nie może być twoją babcią " - zakryłam usta żeby nie zacząć się śmiać jak szalona. Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam taki atak śmiechu. No cóż miny moich towarzyszów potrafiły rozbawić największego smutasa. 

  - Corin - James objął mnie ramieniem - tylko ty mnie tu rozumiesz - ruszyłam z nim spowrotem do domu Brooksów. Usiadłam na swoim wcześniejszym miejscu i czekałam z Yammouni na resztę. Gdy już siedzieliśmy tak jak wcześniej chłopak zakręcił butelką. Wypadło - za co dziękuję Bogu - na Beau. Było blisko.
  - Yes! - ucieszył się James.
  - Dawaj mistrzu - Beau spojrzał na niego wymownie
  - Beau i Eugene Smith w kiblu - Jai jęknął, ale ostatecznie zgodził się. Ja nie wiedziałam o co wogóle im chodzi. Jaki Eugene? Zaczynałam się coraz bardziej bać ich pomysłów. Beau wstał i pobiegł gdzieś, Jai także. Za chwilę wrócili wyglądając jak. No nawet nie wiem co. Beau miał żółtą tunikę na ramiączkach i krótkie czarne spodenki. A Jai był ubrany jak totalny kujon. Koszula, muszka, okulary. Gdy ich zobaczyłam po prostu zaczęłam się niekontrolowanie śmiać co zaraziło resztę. 
  - Dobra, ale o co chodzi z tym Eugene i Beau ? 
  - Zaraz zobaczysz - tak. Powiem tyle. Nie wiem co było śmiesznego w udawaniu kujona i jego matki, która pokazuje mu swoje genitalia. Ale co poradzić gdy zadajesz się z idiotami ? Gdy wróciliśmy do swoich miejsc Beau zakręcił butelką i wypadło na Mnie. Już czułam tę radość wypełniającą każdego chłopaka obecnego w tym pokoju.

  - Tylko nie każ mi się z którymś z was całować 
  - Ej no! - Beau przybrał smutną minę - Chciałem żebyś całowała Luke'a !
  - Na całe szczęście się na to nie piszę

*POV Luke* 

  - Ej no! - Beau zrobił minę jakby ktoś mu powiedział, że skończyła się nutella. Tak był maniakiem - Chciałem żebyś całowała Luke'a !
  - Na całe szczęście się na to nie piszę - Na słowa Corin zrobiło mi sie jakos dziwnie smutno. Nie wiem czemu. No przecież, aż tak brzydki chyba nie jestem nie? Ale to już się nie rozchodziło o to czy Corin chce mnie pocałować czy nie. Chodzi mi o samo uczucie, które jej słowa wywołały. Chociaż nie chodziło o samą jej osobę. Od czasu imprezy ciągle mam jakiś taki odruch, że nie chcę żeby coś jej się stało, nie chcę żeby ktoś ją obejmował, albo dotykał. Gdy James ją objął miałem ochotę podejść do niego i go odepchnąć od niej.

Luke co się z tobą dzieje?
Jesteś pojebany!
Nie jestem pojebany!
To co odpierdalasz za teatrzyki! To tylko kolejna kumpela, a zachowujesz się jakby była siódmym cudem świata!

Weź się zamknij!

Sam się zamknij
Jaka ironia sam siebie chcesz uciszyć, a i tak dużo to nie daje.

Tak Luke Brooks mówi sam do siebie. To nic dziwnego, że dyskutuję z samym sobą w myślach. To normalne. Wy też zapewne robicie to milion razy na dzień. 

  - To słuchaj Corin ... niestety, ale jeśli nie Luke to ja lub fant
  - Fant! - zaprotestowała i rzuciła w niego skarpetką 
  - Zgredek dostał skarpetkę ! - zaczął udawać potterowego Zgredka - Skarpetka jest wolna* - no tak Brooks nie miałeś z czym wyskoczyć. Wszyscy zaczęli się ponownie tego wieczoru bezkontrolowanie śmiać. Nie widzię się im z resztą. Zrobił to z taką miną, że nawet mnie rozbawił. 


*POV Corin* 
  - Serio? - spojrzałam na niego spod byka - jak możesz obrażać Zgredka? - wstałam i stanęłam za Jaiem i Luke'iem - mogę ? - pokazałam na przerwę między nimi. Natychmiast zrobili mi wolne miejsce - nie będę siedzieć koło ciebie - wzięłam butelkę do ręki i zakręciłam. Padło na Daniela

  - Dobije cię - wyszczerzył się Beau
  - Wal - zniknął na chwilę, po czym wrócił chwilę później z piłką w dłoni.

  - Na karku i rozbieraj się - rzucił mu ją na co ten ją złapał i puścił na stopę. Zaczął podbijać do góry rozpinając przy tym spodnie. Szło mu to całkiem dobrze póki nie został w samych bokserkach. 

  - Bokserki też ! - krzyknął Beau 
  - A Corin ? - Daniel zaprotestował
  - Jakby cie jeszcze żadna laska nago nie widziała - przyglądałam się tej sytuacji póki Daniel odpuścił i złapał za gumkę. 
  - Cie Brooks pokurwiło ?! - krzyknęłam na niego - ja na to nie patrze - obróciłam się tyłem na co na moje nieszczęście na ścianie wisiało gigantyczne lustro. Nie zmieniałam swojej pozycji jedyne co to zakryłam oczy i czekałam, aż chłopak skończy. Graliśmy tak do 2 w nocy póki Gina nie przyszła nas uspokoić i kazała nam kłaść się spać z powodu późnej godziny. Chłopcy trochę się stawiali, ale po 20 minutach wszyscy leżeliśmy w śpiworach - a dokładniej na nich z powodu temperatury - na ziemi. 
  - Zrywamy sie jutro ?
  - Mam Włoski - powiedziałam równo z Yammouni 

  - To po 3 lekcji i do Melbourne Central ? 
  - Mi pasuje - każdy mówił pokolei, a ja siedziałam cicho. Nigdy w życiu nie uciekałam z lekcji. Nawet z moim bratem. Zawsze dzielnie znosiliśmy każdą godzinę nauki rozwalając przy tym lekcje. 
  - Corin ? - spytał Jai unosząc się na łokciach 

  - Nie wiem - spojrzałam na paznokcie, które były oświetlone jedynie przez latarnię stojącą przez domem - nigdy nie uciekałam z lekcji  
  - Zawsze możesz mieć ten pierwszy raz - Beau starał się być przekonujący. Westchnęłam głośno

  - Niech wam będzie, ale nie przyzwyczajajcie się - zaśmiałam się i położyłam z wielkim uśmiechem na twarzy. 

_______________________________
* Kiedyś przejęzyczyłam się przy przyjaciółce i mi zostało to " Zgredek dostał skarpetkę, skarpetka jest wolna" 

Wreszcie napisałam rozdział. Przepraszam za błędy, które mogły wskoczyć w niektórych miejscach, ale piszę ten rozdział od godziny 9 rano i serio nie mam już ochoty sprawdzać go. Rzadko kiedy tak długo pisze rozdziały, ale dzisiaj jest jakiś dziwny dzień. Nbie mam na nic sił i wszystko mnie rozprasza. 

Mam nadzieję, że pomimo błędów podoba wam się i zostawicie opinię w postaci komentarza? 

Dziękuję i do napisania ♥

wtorek, 6 sierpnia 2013

Chapter 14

  - Skarbie nie jestem do tego przekonany - pierwsze w życiu przekonywanie ojca do zgody na spędzenie nocy poza domem. Boże to naprawdę żenujące. Dzieciaki w moim wieku mają już za sobą milion takich nocy, a ja w wieku 18 lat błagam o to pierwszy raz. Żenujące, żałosne, upokarzające - takie właśnie jest teraz moje zachowanie i użalanie się nad sobą
  - Tato mam już 18 lat czy nie sądzisz, że w tym wieku powinnam mieć prawo do wyjścia na nocleg u znajomych ? - starałam się być zbuntowaną córeczką. Niestety czy ja potrafię robić takie rzeczy? Prawdopodobnie nie, ale zawsze można spróbować.
  - Dobrze, ale nie upij się, nie zajdź w ciążę i nie wróć łysa lub jakoś inaczej odmieniona 
  - Dziękuję! - pisknęłam ojcu do ucha, zapewne teraz ogłuchł, ale wyleczy się ma na to czas. Pełno czasu.
  - Dobrze wróć jutro jak najszybciej się da 
  - Tato jutro jest Piątek 
  - To nie oznacza, że możesz nie iść do szkoły? 
  - Pojade z chłopakami ... 

  - No dobrze, ale zarz po lekcjach widzę cię w domu   
  - Dziękuję - stuknęłam w ekran w miejscu czerwonego guiziczka co zakończyło połączenie. Wzięłam plecak do ręki i schowałam w nim spodenki, bluzkę z napisem Vans i piżadmę składającą się z za dużych dresów i czarnej bokserki. Doruciłam jeszcze kilka potrzebnych na codzień mi drobiazgów i zasunęłam plecak z charakterystycznym dla zamka błyskawicznego dźwiękiem.

  - Gotowa ? - usłyszałam głos Beau z dołu. Brooksowie czekali na mnie w salonie oglądając jakiś program muzyczny, a ja musiałam sprawdzić jeszcze kilka szczegółów takich jak gaz, prąd czy okna. No może mój tata powinien wrócić za kilka godzin, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
      Zarzuciłam na plecy torbe i zbiegłam schodami w dół. Przykucnęłam przy psie
  - Bells pilnuj domu póki tata nie wróci - psinka zamerdała ogonem. Pewnie myślała, że mówię do niej o kolejnym w tej godzinie spacerze lub zabawie. Wstałam - możemy iść! - krzyknęłam do chłopaków. Telewizor ucichł, a za kilka chwil trójka żartownisi znalazła się obok mnie - chodźcie - wyszliśmy zostawiając sunię samą w domu na kilka godzin samą. Ponownie. Zakluczyłam dom. Włączyłam alarm i weszliśmy do samochodu. Ja na tylonym siedzeniu z Luke'iem zaś, gdy Jai siedział na siedzeniu pasażera Beau prowadził samochód.

  - My się tu nie zmieścimy! - zaprotestowałam kiedy Beau stanął pod domem Daniela. W tyle były 3 miejsca, a już ściskaliśmy sie jak sardynki w puszce. Chociaż nie one miały tam więcej miejsca. 
  - To usiądziesz mi na kolana - Skip poruszył brwiami co mnie bardziej odrzuciło niż zachęciło 
  - Corin albo ktoś komuś na kolana albo masz bagażnik - powiedział znudzony moimi narzekaniami Luke 
  - Masz wolne kolana ? - rzuciłam bez zastanowienia. Wybierając między Jamesem, Luke'iem, a Skipem zdecydowanie wolałam bliźniaka. Cóż on jako jedyny nie miał erotycznych odruchów w towarzystwie mojej osoby i to bardziej mnie do niego zachęcało niż pozostałej dwójki. 
  - Mam - starał się powiedzieć bez niechęci w głosie jednak nie wyszło mu to tak jakby tego chciał. Wyszło coś w stylu " siadaj jak musisz ". Don't worry też bym tak postąpiła na jego miejscu. 
      Westchnęłam głośno i z niechęcią podniosłam się by chłopak mógł wsunąć nogi pode mnie. Całą jazdę czułam się niekomfortowo i dziwnie. Dlaczego dziwnie? Dziewnie bo nawet mi się to podobało. Gdy usiadłam Luke nie wiedział co zrobić z rękoma i objął mnie nimi. Tak wiem to był tylko taki odruch dla wygody, ale coś skręciło mnie przyjemnie tam w środku. Chłopcy rzucali jakieś docinki typu "gołąbeczki", ale Lu docinał im tekstem typu "sprawdź czy ci nie stoi". Gdy to słyszałam miałam ochotę śmiać się na cały samochód, ale dałam radę się powstrzymać. 

  - Jesteśmy - samochód zatrzymał sie na podjeździe i oczywiście wredny Beau musiał otworzyć drzwi ze strony Luke'a tak byśmy razem z bliźniakiem wypadli wprost na twardy Beton. 
  - Idioto! - krzyknął schodząc ze mnie. Wyciągnął dłoń w moją stronę - nudzi ci się kurwa? - złapałam ją, a on pomógł mi wstać - wszystko ok ? - szok. Myślałam, że kiedy wstane on pójdzie - jak ty wytrzymujesz z tym bezmózgiem ? - zaśmiałam się
  - Bywają gorsi - uśmiechnęłam się do przyjaciela na co on puścił do mnie oczko. Te pare tygodni pozwoliło mi poznać go na tyle wystarczająco by nazywać Beau Brooksa przyjacielem i wiedzieć o nim to co powinnam.Rozumiał mnie, na początku łatwo nie było bo nie umiał mnie znieść, ale no cóż spędzajcie z kimś 5/6 dni w tygodniu i nie polubcie go, a potem niech nie stanie się waszym przyjacielem - właśnie mission impossible. Tak zyskałam swojego pierwszego po bardzo długim czasie przyjaciela. Sądzę, że jednak głupota Tracy na coś się zdała bo jakby nie patrzeć jej i Beau głupota do tego doprowadziła za co dziś jestem jej bardzo wdzięczna. 
  - chodź - Beau złapał mnie za rękę i wciągnął do domu. 

________

Udało mi się dzisiaj napisać kolejny rozdział ponieważ ..... było ok. 36 stopni na dworze i PAN TOMASZ ( chodź muszę tak zwracać się do niego tylko w pracy ) pozwolił mi iść do domu po minimalnej ilości godzin ( którą wytrzymuję maksymalnie. Bo po 4 h moje nogi odmawiają posłuszeństwa) + czekamy teraz na wypłatę, a gdy już tę dostanę .... KUPUJĘ SOBIE DESKOROLKĘ WYMARZONY PLECAK VANS i muszę upolować gdzieś męską bluzę całą białą by naprasować sobie napis " Janoskians" chcę mieć taką samą jak nasz LULU ♥

Ok dosyć tego gadania co chcę xD 

Mam nadzieję, że opublikujecie swoje opinię na temat rozdziału + KRUM KOCHANIE! LECĘ!