sobota, 7 września 2013

Chapter 27


*POV Corin*

  - Dzień Dobry ponownie – ten głos przyprawił mnie o dreszcze. Uniosłam głowę i ujrzałam twarz blondyna. Jego słodki i niewinny uśmiech przemienił się teraz w szaleńczy i nieobliczalny grymas. Oczy, które jeszcze kilka tygodni temu hipnotyzowały swoja nieskazitelnością teraz były podkrążone, zaczerwienione i rozbiegane. Wyglądał fatalnie. Jego włosy nie były już ułożone tak jak kiedyś lekko zaczesane na prawą stronę i zadbane, były poszarpane i sądząc po ich wyglądzie od co najmniej tygodnia nie miały kontaktu z wodą i szamponem. Ubrania miał brudne, potargane. Wyglądał jak typowy ćpun. Wiem, że wcześniej ćpał i palił używki, ale jego obecny stan był milion razy gorszy od typowego ćpuna.
  - Co ty tu robisz ? – Odsunęłam się od niego przerażona. Nie chciałam być blisko niego. Po prostu się go bałam.
  - Oj skarbie nawet nie przywitasz się ? – rozłożył ręce i zaczął się do mnie zbliżać. Każdy jego krok były jak moje dwa lecz na moje nieszczęście pusta powierzchnia za mną skończyła się, gdy plecami dotknęłam ściany. Przerażenie przechodziło na coraz to wyższe poziomy powodując mimo wolny płacz – skarbie nie płacz – złapał mnie za ramiona i zbliżył usta do mojego ucha - Teraz będzie ci lepiej – złapał mnie za ramie i pokazał na drzwi ewakuacyjne. Zaprzeczyłam ruchem głowy. Chłopakowi widocznie się to nie spodobało, gdyż zaczął mnie pchać od tyłu ręką.
  - Zostaw mnie! Pomocy! – krzyknęłam. Nagle do moich pleców został przystawiony zimny pistolet. Wszystkie mięśnie momentalnie się spięły.
  - Albo idziesz, albo giniesz skarbie – moje nogi ruszyły jak na komendę. Stawiałam krok za krokiem nie wypuszczając ani słowa z ust.

  - To tu skarbie – drzwi samochodu zostały otwarte, a Trevor nie kontrolując swojego uścisku złapał mnie za ramię i wyciągnął z całej siły z samochodu. Jednak zrobił to zbyt mocno i wypadłam na żwir kalecząc sobie dłonie i kolana. Byłam w jakimś lesie. Dopiero teraz mogłam dowiedzieć się gdzie jestem. Chłopak zasłonił mi oczy jakąś szmatą bym nie widziała gdzie jedziemy i dopiero teraz odsłonił mi je. Czułam na sobie jego wzrok. Szybkim ruchem podniosłam się i stanęłam prosto. Nie trzymał mnie, więc starałam się nie wzbudzać podejrzeń moim obmyślaniem planu ucieczki. Chłopak spojrzał na samochód zamykając drzwi, a ja wykorzystałam moment by spróbować jednej z nielicznych szans, które dał mi los.

      Biegłam ile sił w nogach wciąż mając za sobą Trevora krzyczącego, że i tak mu nie ucieknę. W pewnym momencie zaczęło brakować mi tchu, ale nie mogłam zatrzymać się nawet na sekundę ponieważ mógłby mnie wtedy złapać. Biegłam między drzewami starając się nie potknąć o korzenie, patyki czy jakieś niesforne kawałki roślin rosnących tutaj. Schylałam się, gdy gałęzie były na mojej wysokości. Nawet nie wiedziałam gdzie biegnę po prostu biegłam przed siebie z nadzieją, że wybiegnę na jakąś ulicę. Wtedy miałabym już połowę sukcesu za mną. Bo gdzie ulica, tam samochody. Wiem, że nie zawsze przejeżdżają, ale może los nie byłby dla mnie, aż tak surowy i dał jakiś samochód, który by się zatrzymał by udzielić mi pomocy. Biegłam kolejne minuty, a siły coraz bardziej opuszczały moje ciało. Las nie był dla mnie tak wyrozumiały bym mogła znaleźć w nim jakąś ulicę czy dróżkę uczęszczaną przez ludzi. Czułam się coraz słabiej, a mógł bieg przerodził się w trucht. Chłopak był jednak bardziej wytrzymały i wykorzystał to. Gdy złapał mnie w pasie straciłam przytomność. Nie miałam już kontaktu ze światem. Odpłynęłam.

      Obudziłam się przywiązana rękoma i nogami do krzesła. Moje usta były zakneblowane przez jakąś skarpetkę, która no niestety nie pachniała, ani nie miała najprzyjemniejszego smaku. Starałam się ją jakoś wypluć, ale nie potrafiłam. Żadne starania wypchnięcia jej językiem nie dały wymaganych efektów. Usłyszałam kroki i starałam się udawać, że wciąż się nie obudziłam jednak nic to nie dało.
  - Widzę, że obudziłaś się kochanie. Na co ci to było ? I tak byś trafiła ze mną do tej pięknej i romantycznej chatki – Nie no to ci się Trevor udało. On nazywał czymś romantycznym drewniany domek, który w 2/3 wyglądał jak menelowisko. Wygląd zewnętrzny potrafił dać człowiekowi złudzenie, że środek jest równie słodki i uroczy, ale w środku naprawdę było brudno, śmierdziało, a w powietrzu utrzymywał się zapach używek i alkoholu. Spojrzałam po pomieszczeniu. Po lewej były jakieś drzwi, tak samo po mojej prawej stronie. Na pewno jedne z nich były wyjściowymi. Przynajmniej tak musiałam zakładać bo przecież któreś na pewno. Chłopak stanął obok mnie i schylił się. Do moich nozdrzy dobiegł zapach alkoholu i zioła, które zapewne chwilę temu jeszcze palił. Zrobiło mi się od tego nie dobrze. Może wcześniej miałam z tym zapachem kontakt, ale nigdy w tak wielkiej dawce i źródło nigdy nie było tak blisko mnie.  
  - Skarbie będzie nam tu razem dobrze – zaczął całować mnie po szyi, a jego ręka zaczęła niebezpiecznie wędrować ku mojej kobiecości. Mocno ścisnęłam uda starając się nie dopuścić go w moje prywatne strefy. Moje oczy rozszerzyły się na samą myśl co by się stało, gdyby jego dłoń mogła zrobić to na co miał ochotę. Starał się ręką rozchylić bardziej nogi. Gdy mu się to nie udawało odsunął się ode mnie kończąc tym samym swoje pocałunki. Spojrzał na mnie.
  - Kotku dlaczego nie ? – Nic nie odpowiedziałam. Jedynie spojrzałam na niego złowrogo i chwilę po tym obróciłam twarz w prawo patrząc na okno. Chciałam by pojawiła się tam czyjakolwiek twarz. Żeby ta osoba weszła do domku i mnie uratowała. Jednak nie to było mi pisane. Usłyszałam mocne pukanie do drzwi.
  - Poczekaj myszko – chłopak chwiejnym krokiem ruszył do drzwi. Otworzył je, a na jego ustach pojawił się gigantyczny uśmiech.
  - Cześć Trevor! – nie rozpoznałam głosu. Chociaż skąd bym miała ? Nie znałam znajomych blondyna i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mało o nim wiem. Praktycznie tyle co nic. Dobrze w miarę opowiedział mi swoją historię, ale to nie to samo co znać kogoś takiego jakim jest teraz. Niedawno było mi go tak bardzo żal. Teraz jedynie mnie obrzydza. Nie wierzę, że kiedyś mogłam sobie wyobrazić to jakby nam było dobrze w przyszłości. Nam po prostu nie byłoby dobrze. Nigdy. To tak bardzo nierealne. Teraz jedyną osobą o jakiej mogłam pomyśleć w taki sposób był Luke, ale wątpię, że w ogóle coś z tego będzie bo pewnie ten psychopata zabawi się ze mną i zabije, gdy zacznę się stawiać. Do moich oczu napłynęły łzy na samą myśl o Lu. Przy nim czułam się kochana, a straciłam to w kilka sekund. Od tak po prostu bo Trevor zapragnął zniszczyć naszej szóstce życie. Nie rozumie jaką miał korzyść w niszczeniu im i mnie życia? Dobrze, on swoje zniszczył, ale to nie jest powód! Tak bardzo zapragnęłam mieć Brooks teraz przy sobie. Powiedzieć mu co do niego czuję. Zrobić rzeczy, które marzyłam by zrobić w przyszłości i dzielić się swoim szczęściem właśnie z nim.

  - To ona ? – Zza drzwi wyszedł mulat. Z włosów miał zrobione dredy. Jego wygląd nie był w aż tak złym stanie jak Trevora. Jego ubrania były w miarę całe i czyste. Jego za duże o parę rozmiarów spodnie były wypchane w kieszeniach zapewne „towarem”. Uśmiechnął się. W jego uzębieniu można było zauważyć parę ubytków. Podszedł do mnie i pewny siebie wpił się w moje usta, a jego ręka powędrowała na moją prawą pierś. Zaczęłam się szarpać i w każdy możliwy sposób blokować mu dostęp do moich ust. Jego uścisk zacieśnił się, gdy próbowałam go od siebie odsunąć wiercąc się na krześle.  
  - Niezła – odsunął się ode mnie – Trevi może mogę ? – poruszył brwiami uśmiechając się.
  - Poczekaj na swoją kolej – może nie mówili o tym otwarcie, ale doskonale wiedziałam, że chcieli mnie zgwałcić. Ich oczy obleśnie mierzyły moje ciało. Chciałam zniknąć. Nie być w tym momencie w tym miejscu. Być gdziekolwiek. „ To nie koncert życzeń„ jakby to powiedział Beau. Tak bardzo brakowało mi teraz jego przemądrzania się i zgryźliwych uwag. Chociażby jego stwierdzenia, że jestem sztywna. Mogę być tak bardzo sztywna jak on tylko zachce tylko niech mnie stąd uwolni.
  - Trev nie bądź samolubem
  - Theo ona jest moja
  - Nie bądź taki
  - ONA JEST MOJA – wysyczał groźniejszym tonem przez zęby. Strasznie mu zależało by być pierwszym. Mi zależało by nie był w ogóle. Ani pierwszym, ani drugim, ani żadnym innym. Nie chciałam go czuć. Nie chciałam widzieć. Podszedł do mnie.

  - Theo wiesz po co tu jesteś ?
  - Tak – Theo kiwnął głową i wyszedł z domku. Teraz bynajmniej wiedziałam gdzie są drzwi wyjściowe. Musiałam teraz jedynie znaleźć jakąkolwiek sytuację by uciec. Takich teraz było mało. Byłam związana i pod stałą kontrolą. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy, gdy poczułam jak rozwiązuje sznury i wsuwa ręce pod moje ciało by mnie unieść. Musiałam to wykorzystać. To była moja jedyna szansa na wolność. Jedyna szansa by nie dotknął mnie w ten sposób.

  - Trevor proszę nie rób tego
  - Skarbie, ale dobrze wiesz, że potrzebuję tego i ja i ty
  - Nie ja tego nie chcę – zaczęłam płakać. Nie potrafiłam przestać. Nikt by w tym momencie nie potrafił. To był moment, w którym poza swoją wiedzą ktoś dokonał decyzję o straceniu mojego dziewictwa. Czegoś co było najważniejsze dla dziewczyny. Coś co powinnam oddać chłopakowi, którego kocham.

  - Chcesz – wpił się w moje usta. Musiałam to zrobić. Z całej siły uderzyłam go w twarz. Chłopak jęknął przez co jeszcze bardziej zacisnął ręce na moim ciele. Powtórzyłam czynność tym razem z pięści w szczękę. Chłopak upuścił mnie na podłogę. Szybko wstałam i kopnęłam go w krocze. Zwinął się trochę, ale tym jeszcze bardziej postawiłam się na straconej pozycji. Szybko wyprostował się i złapał moje ręce. Obrócił mnie do siebie tyłem i poczułam jak związuje je. Popchnął mnie w kierunku drzwi, które – jak zakładałam – prowadziły do improwizowanej sypialni. Pomijając butelki i inne „przybory” do ćpania meble i wygląd przypominały sypialnie. Popchnął mnie z całej siły na łóżko i związał moje nogi. Nadszedł moment, który myślałam, że uda mi się pominąć i nie przeżyć. Niestety myliłam się.  


___________________________

Przepraszam, że musieliście tyle czekać, ale wczoraj spała u mnie kasztanek, a dziś byłam na urodzinach ojczyma i wróciłam o godzinie 23 do domu. Mam nadzieję, że rozdział wam się podobał i podzielicie się o nim opinią w komentarzach ♥

Do napisania ♥

czwartek, 5 września 2013

Chapter 26


  - Mina tego gościa bezcenna - zaśmiałam się, gdy wyszliśmy z pizzerii. Chłopcy ciągle robili z siebie idiotów. Rzucali w siebie resztkami z pizzy i dodatkami, które ściągali z ciasta. Wyglądali jak świnie wypuszczone z chlewa. Myślałam, że nie można być bardziej brudnym, ale chyba jednak można było. Jai nie patrząc pod nogi potknął się i wywrócił wpadając w błoto. Mistrzu przebiłeś siebie. Wpadłam w atak śmiechu, który za nic nie potrafiłam powstrzymać. Zwinęłam się stojąc i śmiałam się na cały głos.
  - Boże ! Ja z wami .... nie ... nie ... nie umie! - jąkałam się przez śmiech. Mięśnie brzucha po chwili zaczęły mnie niesamowicie boleć ponieważ przez tych imbecyli cały czas miałam takie napady.
  - Jai aka pizda - James skomentował, a Daniel podał rękę Jaiowi.
  - Oj no nie bądźcie tacy, przecież każdy ma prawo się opiździć - sam zaczął się niesamowicie głośno dołączając tym do naszej grupki " debilnych głupawek". Jai z resztą po chwili nieudanego FOCHA (bez tłumaczeń typu " Fachowe obciąganie chuja") dołączył do nas. Wszystko było by pięknie, gdyby nie to, że przez ową głupawkę zachciało mi sie do ubikacji.
  - Chłopcy ja nie umie. Musze siku - krzyżując nogi podczas chodu - oczywiście wywołując tym śmiech u Janoskians aka idiotów - ruszyłam spowrotem do pizzerii. Uśmiechnęłam się do kelnerki, która nas obsługiwała i robiąc większe kroki weszłam do jednej z kabin.

      Po załatwieniu swoich potrzeb fizjologicznych podeszłam do lustra by poprawić się. Przez śmiech pod moimi oczami znalazły się spore ilości tuszu więc musiałam szybko naprawić swój makijaż. Tusz i błyszczyk poszły w ruch by przywrócić moją twarz do stanu "człowiek". Kilka muśnięć na rzęsach i ustach i wyglądałam przyzwoicie by móc pokazać się ponownie ludzkości nie przyprawiając ich o zawały lub masowe samobójstwa spowodowane moim wyglądem. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia, schowałam kosmetyki do kosmetyczki, a następnie plecaka i wyszłam trzymając go w ręku. Telefon schowałam jak zwykle do kieszeni lecz, gdy chciałam wyjść z części typowo "sanitarnej" ktoś zagrodził mi drogę.
  - Dzień dobry ponownie

*POV Beau*

  - Nie no rozumie, że jest dziewczyną, ale ile ona może w kiblu siedzieć - jęknąłem czekając z chłopakami kolejne pięć minut na Corin, która wyszła do ubikacji i wciąż nie wracała. Rozumie to dziewczyna ma te swoje babskie potrzeby jak makijaż, porządna higiena itd., ale 15 minut w łazience to jest już przesada.
  - Jak ci coś nie pasi to idź po nią - Skip powiedział leżąc na chodziku
  - A żebyś wiedział ! - krzyknąłem i wszedłem do lokalu od razu bez żadnych zahamowań kierując się do damskiej łazienki. Jednak zanim tam doszedłem zauważyłem koło gaśnicy plecak dziewczyny. Zaalarmowany złapałem go i ruszyłem do łazienki. Otwierałem kabina po kabinie ( swoją drogą na szczęście były puste ) i w żadnej nie było dziewczyny. Wybiegłem z pomieszczenia i ruszyłem na salę. Tam również jej nie było. Zrobiło mi się gorąco, a w głowię się zakręciło. Nigdzie jej nie było. W mojej głowie przeskakiwały najgorsze scenariusze. Od porwania, poprzez gwałty i zabójstwo. Obiecałem jej, że będzie bezpieczna, że nic się jej nie stanie, że wszystko będzie dobrze, a w zamian tego ona zniknęła i nie wiedziałem gdzie jej szukać. Wybiegłem z restauracji. Nie było jej z chłopakami. Wziąłem do ręki telefon i zadzwoniłem na jej telefon. Jeden sygnał, drugi, nic. Zadzwoniłem ponownie. Sytuacja się powtórzyła. Dziewczyna nie odebrała. Wybrałem szybko numer nieobecnego z nami bliźniaka. Jeden sygnał, drugi ...
  - "Halo ?"
  - Luke jest z tobą Corin ?
  - "Nie, co się stało ?"
  - Zniknęła - rozłączyłem się nie potrafiłem powiedzieć czegokolwiek. Ostatnia iskierka nadziei zniknęła jak światło świecy. Zawiodłem. Upadłem na kolana i pomimo tego, iż nigdy, ale to przenigdy nie pokazywałem nikomu, że poza dobrym humorem i zboczonymi myślami miałem także wrażliwą stronę, zacząłem płakać. Po prostu pozwoliłem łzom by spływały po moich policzkach. Byłem bezradny. Nie wiedziałem co robić. Nie wiedziałem gdzie jest. Jak ją uratować. Ona była jedyną dziewczyną, która była ze mną tak blisko. Była moją jedyną przyjaciółką.

      Wibracje w mojej kieszeni nie ustawały. Brat nie chciał odpuścić, a reszta wraz ze mną rozdzieliła się by móc przeszukać okolicę. Musieliśmy coś znaleźć co pomoże nam znaleźć dziewczynę. Pomimo tego, że poszukiwania były dokładne nic nie dały. O 1 w nocy wróciliśmy do domu. Nikt nie chciał spać. Wszyscy byli tak zmotywowani do poszukiwań, że nawet nie chcieli siedzieć.
  - Chodzeniem i wkurwianiem się jej nie znajdziemy! - Jai krzyknął na cały dom. Wszyscy usiedliśmy na kanapach.
  - Musimy przemyśleć wszystkie opcje gdzie mógł ją wziąć - wziąłem głos i wstałem. Zaczęliśmy wymieniać miejsca gdzie mógł ją wywieźć. Zapewne zrobił to by zdobyć więcej pieniędzy. Nie mógł jej nic zrobić ponieważ stracił by na jej cenie. Bałem się jedynie tego, że zwróci się do jej ojca, a ten będzie nas za to winić. Dobrze wszyscy wiemy, że była to nasza wina. Pozwoliliśmy jej się do nas zbliżyć i wciągnąć w to gówno, ale nie są nam teraz potrzebne inne problemy. Musimy ją znaleźć. 

  - Chłopcy musimy iść spać - Jai wstał - nie pomożemy Corin ledwo stojąc na nogach. Jutro rano sprawdzimy stary magazyn na obrzeżach. Często tam siedzi - ruszył do pokoju. My poszliśmy w jego ślady i położyliśmy się tam gdzie się dało. Ja ruszyłem do swojego pokoju, a James i Daniel rozłożyli kanapę. Luke? Zniknął po naszych naradach.

 *POV Luke*

     Zdenerwowany ruszyłem do ogrodu, gdy brat skończył mówić o tym co mamy robić. Nie miałem najmniejszej ochoty kłaść się spać. Nie teraz, gdy nie wiedziałem gdzie jest Cori. Spojrzałem na koc i to wszystkie rzeczy, które były naszykowane dla nas na ten wieczór. Gdyby nie to, że Trevor porwał Corin bylibyśmy zapewne teraz parą. Najszczęśliwszą parą świata. Podszedłem powoli do tego wszystkiego i usiadłem na kocu. Wyglądała by pięknie w tym świetle – moje myśli robiły się coraz bardziej miękkie. Kiedyś nie pomyślałbym tak, ale dziś? Teraz jest wszystko inne. Przed poznaniem dziewczyny olalibyśmy kolejną spłatę i zapewne niedługo bylibyśmy totalnie wmieszani w to gówno. Ale ona była jak deska ratunku. Uratowała nas. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Była z nami wiedząc co robiliśmy. Oczywiście była przez krótki czas na mnie wściekła, ale nie z powodu naszych błędów, a przez moją głupotę. Przez mój strach przed straceniem jej. Ona nas chciała uratować, a w zamian za to została porwana. I nikt nie wie co się właściwie teraz z nią dzieje. Miałem jedynie nadzieję, że ten skurwiel jej nie dotyka bo jeśli dowiem się, że choć jedna część jej ciała została dotknięta przez jego zaćpane i gówniane ręce, obiecuję, jak tu teraz siedzę, że ten skurwiel nie będzie miał czym płodzić potomstwa. Złapałem telefon i spojrzałem na ekran. Żadnych nowych połączeń i wiadomości. Czułem się taki bezsilny. Chciałem być jej aniołem stróżem. Być z nią zawsze i nie pozwolić by stała jej się żadna krzywda. Nie udało się. Załamany położyłem się na kocu myśląc, które miejsce z podanych przez chłopców najbardziej się nadawało. Magazyn, który mieliśmy jutro sprawdzić nie nadawał się zbytnio na potencjalne miejsce, w którym chłopak by mógł zamknąć dziewczynę. Z resztą żadne z miejsc, o których wspominali się nie nadawało. Przecież Trevor nie byłby taki głupi by zamknąć ją w piwnicy lub jego mieszkaniu. W pobliżu są ludzie, a oni zapewne prędzej czy później usłyszeli by krzyki Cors. 

  - Myśl Luke – uderzałem się w czoło mając nadzieję, że to jakoś pomoże mi wymyśleć miejsce gdzie dawny przyjaciel mógłby się stoczyć bez czyjejkolwiek świadomości. Tak dawny przyjaciel. Gdy byliśmy młodsi i nie znaliśmy Daniela i Jamesa przyjaźniliśmy się z Trevorem. Był normalny i całkiem zabawny. To dzięki niemu odkryliśmy nasze zamiłowanie do żartów. Później coś się zepsuło. Złamało. Poszliśmy do innych szkół. Trevor do szkoły dla bogatych dzieciaków, a my do rejonowej. Niestety nie mieliśmy wyjścia. Nie wszystkie dzieciaki w Melbourne są tak bogate jak Corin. Mama wychowywała z pomocą dziadków mnie i dwójkę moich braci. Ledwo wiązała koniec z końcem, ale było nam dobrze. I w tym momencie nasza przyjaźń jakby się skończyła. Poznaliśmy Skipa i Jamesa. Zaraziliśmy ich swoim zamiłowaniem do wygłupów i rozpoczęliśmy naszą przygodę z Janoskians. Przeszukiwałem zakamarki swojej pamięci z nadzieją na jakikolwiek pomysł, podejrzenie, coś. Przemierzałem swoje dzieciństwo kiedy wpadłem na pomysł o domu w lesie. W wieku 9 lat rodzice blondyna zabrali naszą czwórkę do owego domku. Słabo pamiętałem drogę, ale wiedziałem, że muszę tam iść. To mogło być jedne z miejsc, w którym prawdopodobnie Trevor mógł przetrzymywać dziewczynę. Było to totalne odludzie. Nikt nie usłyszałby jej krzyków, ani nie byłby tak odważny by podejść i zobaczyć co się dzieje. Wstałem i omijając dom wskoczyłem do samochodu. 

________________

Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale miałam jakąś awarię z internetem i nie mogłam wejść na nic. Wczoraj z nudów napisałam rozdział + obejrzałam sobie " Monte Carlo ". Może był komputer, ale nie zdajecie sobie sprawy z tego jak bardzo boli brak internetu. To tak jakby ktoś zamknął wam okno na świat i przyjaciół. 

Jak myślicie co się dzieje z Corin ? 
Luke i chłopcy ją znajdą i uratują ?
Co będzie dalej ?

Czekam na wasze opinię i do napisania ♥

niedziela, 1 września 2013

Chapter 25

        Usiadłam na krawężniku i zaczęłam się rozglądać czy ktoś nie podjeżdża do naszej "myjni". Była godzina 17 i jak znam życie już nikt nie przyjedzie.
  - Zbieramy się ? - oparłam się o ramie Luke'a
  - Zimno ci ? - objął mnie chociaż sam ciepły nie był. Wszyscy razem z Veronicą byliśmy mokrzy co do nitki. 
  - Nie, tylko wydaje mi się, że nikt już nie przyjedzie i robi się ciemno - wstałam i podeszłam do Ver.
  - Dzięki za pomoc to widzimy się pojutrze ? - tak nasz plan to pracować póki nie uzbieramy na zmyślone odsetki Trevora. Wzięłam ręcznik, wytarłam się na tyle, ile można było i ruszyłam do domu dziewczyny by przebrać się. Gdy stałam w samej bieliźnie drzwi się otwarły.
  - Przeszkadzam ? - Lukey stanął w drzwiach uśmiechnięty. Zaczynam się go bać. Niedługo wejdzie mi do ubikacji po to, żeby spytać się czy nie przeszkadza! Nie przeszkadzały mi te pocałunki i jego potrzeby seksualne, ale za bardzo naciskał na te tematy u mojej osoby. Ja narazie dążyłam do związku, a nie uprawiania seksu dzień i noc. Może myślał, że własnie to tak będzie działać? Zero zobowiązań i seks każdej nocy ? Sama nie wiem. Z tego co go znam taki nie jest, ale wszystko może sie zdarzyć.

*POV Luke*
  - Przeszkadzam ? - uśmiechnięty wszedłem do łazienki. Nie chciałem jej wystraszyć tym lub wyjść na zboczeńca. Dziewczyna uśmiechnęła się i powróciła do wcześniejszej czynności, jaką było uberanie się w suche ubrania. Podążyłem w jej ślady i zrzuciłem z siebie mokre spodenki by zastąpić je suchą parą czarnyh shortów.
  - Luke ! - jęknęła Corin podnosząc mokre spodnie z ziemi 
  - Słucham ? - wstała i pokazała mi przed twarzą mokrą bluzkę 
  - Miałam ją założyć, a innej nie mam 
  - Jedź w mokrej 
  - I będę chora - chwytając za tylną część koszulki ściągnąłem ją z siebie i podałem dziewczynie 
  - To wiesz moją 
  - To ty będziesz chory
  - Skarbie nie rób niepotrzebnych problemów - zamknąłem jej usta swoimi by nie mogła się juz mi sprzeciwić. Ale jedno muszę przyznać była słodka i prześliczna, gdy się złościła. Na jej czole pojawiała się malutka zmarszczka, a jej bujne brwi tworzyły jedną, która rozbawiała mnie. Jej usta zaczynały wtedy tworzyć wąską linię. Dziewczyna sprawiała tym, że miałem ochotę pocałować ją, dotykać. Jednym słowem podniecał mnie jej gniew - Po prostu załóż - zamknąłem jej drobną dłoń wkładając wcześniej do niej koszulkę, która jeszcze przed chwilą znajdowała się na moim ciele. Odebrałem jej mokre rzeczy i stałem czekając, aż założy ją. Chciałem tak bardzo zobaczyć ją w mojej koszulce. Zakładając ją mówiła, że znaczę coś dla niej i jestem jej. Wiem, że powinienem już dawno spytać się ją czy chciała by być moją dziewczyną, ale strasznie boję się tego, że gdy tak się stanie to coś między nami coś rąbnie, albo Trevor wykorzysta to. Wolałem, gdy byliśmy w takim stanie jak teraz. Bezpiecznym dla mnie i dla niej, a także chłopców. 
      Gdy dziewczyna stała już w koszulce, która sięgała jej do połowy uda wyszliśmy z domu do przebranych już chłopaków.
  - Będę wujkiem ? - Skip wyszczerzył się jak zwykle robiąc z siebie debila.
  - Fuck Skip zjebałeś niespodziankę - złapałem się za głowę i obróciłem - a takiego wała - zaśmiałem się - nie 
  - Jebaj się Brooks - odpowiedział mi na żarty
  - Jedynie z tobą Sahyounie - podszedłem do niego i poczochrałem mu włosy. 
  - Brooks czyżby to zachęta ? - złapał mnie pod rękę
  - Zawsze

* POV Corin*

      Patrzyłam na poczynania ze śmiechem, ale gdy weszli w krzaki i zaczęli wydawać dość dziwne dźwięki wystraszyli mnie. Ja naprawde myślałam, że oni tam uprawiają seks! 
  - Chodź - Beau złapał mnie za ręke i pociągnął w kierunku ich domu. Pomachałam Ver i razem z Jaiem i Jamesem ruszyliśmy dość szybkim krokiem. Naszym zamiarem było zrobienie im na złość i ucieknięcie od nich. 
  - Jestem głodny idziemy jeszcze na pizze ?
  - Jasne - uśmiechnęłam się i ruszyliśmy całą czwórką do pizzerii.

*POV LUKE* 

  - Dobra poszli 
  - Co ? - wstałem szybko i zacząłem się rozglądać. Corin i reszty nigdzie nie było. 
  - Zaraz Romeo słuchaj 
  - No słucham co jest ? Szybko muszę ich dogonić
  - Co jest między tobą, a Cors?
  - Sam nie wiem. Ja coś do niej czuję ona do mnie chyba też - wzruszyłem beztrosko ramionami
  - Więc co cię powstrzymuje ?
  - Przed czym ?
  - Przed taką jedna regułką, którą zaczyna się związek
  - O to ci chodzi - pokiwałem głową - Skip nie uważasz, że to zły moment na rozpoczęcie związku ?
  - A kiedy będzie odpowedni ? 
  - Nie wiem 
  - Właśnie. Chłopcy wzięli ją do pizzerii, a ty masz ogródek do dyspozycji - wstał i odbiegł ode mnie zostawiając samym z tym wszystkim. Czy oni właśnie starali na mus się związać mnie i Cori? Wyszedłem z krzaków i szybkim krokiem ruszyłem do domu. Musiałem coś na szybko wymyśleć, a na moje nieszczęście mama była do dwódziestej pierwszej w pracy. Oczywiście jest szczęście w nieszczęściu bo przynajmniej nie będzie zadawać żenujących pytań takich jak opisywanie Cor ( choć dobrze ją znała ) i wypytywanie jak chce ją o to zapytać. Gdy dotarłem do domu miałem jako tako obmyślany plan. Nie miała to być kolacja typu stolik itd. Zwykły koc rozłożony koło hamaku i kilka małych światełek na ziemi. Nie chciałem ryzykować z ogniem. 

      Rozłożyłem koć na ziemi. Szybko poprawiłem koszyk, w którym schowałem kanapki, truskawki w czekoladzie ( z tego co mówiła Corin to jej ulubiony owoc ) i dwie szklanki do soku brzoskwiniowo - jabłkowego. Wiem nie byłem zbytnio oryginalny, ale dziewczyna poszła z chłopakami do pizzerii więc zapewne nie będzie zbytnio głodna. Odeszłem kilka kroków w tył by ocenić wyglad miejsca, które chciałem by wyglądało idealnie. 
  - Gotowe - westchnąłem - Teraz czekać, aż wróci - usiadłem na hamaku i patrząc na dom zacząłem wyobrażać sobie minę brunetki.

__________________________________

Trochę krótki jak na tak długą nieobecność, ale niestety dziś byłam u ojczyma, a wczoraj byłam w kinie na This Is Us. Film ? NIESAMOWITY! Mam ochotę na więcej. Czułam się dość dziwnie w towarzystwie Larry Shippers i ogólnie Directioners ponieważ jestem Elounor Shipper i wolę The Wanted od One Direction, ale dla mnie nie trzeba być Directioner by iść na film. Co do osób na sali jedynie mój rząd bawił się i wgl. To była porażka. Wszyscy cisza i siedzieli, a my śpiewałyśmy tańczyłyśmy na siedzeniach i co tylko można było robić. 

Dobra odbiegłam od bloga. 

Jak myślicie jaka będzie reakcja Corin ? 
Skip i chłopcy dobrze zrobili stawiając Lukeya pod murem i zmuszając go w pewien sposób do podjęcia decyzji o początku związku ?
Wszystko będzie teraz cudownie ?

Czekam na opinię i do napisania ♥

czwartek, 29 sierpnia 2013

Chapter 24

  - Corin nie jestem tego pewien - James wahał się co do mojego pomysłu z zarabianiem pieniędzy poprzez mycie aut i pomoc w wyprowadzaniu psów. Wiem nie było to zbyt w ich stylu, ale lepsze to niż kradzieże i dalsze pogłębianie się w przestępczości. Dlaczego takie pomysły? Mycie aut ponieważ zauważyłam mnóstwo pustych dziewczyn w tym mieście, które myślą cyckami, a nie mózgiem, a widziąc rozebrane torsy chłopców od razu się zatrzymają i rzucą kilkanaście dolców. Małymi kroczkami do celu. A w dodatku ja będe mogła bezkarnie popatrzeć się na Luke'a i jego sześciopak. Sama oczywiście też będę myć auta więc włożę w te pracę trochę siły. A wyprowadzanie psów? Cała nasza paczka ubóstwia psy i wyprowadzanie owych czworonogów za pieniądze połączy przyjemne z pożytecznym. Przy okazji mogłam zaciągnąć Brooksa na spacer i pogadać sobie od tak. Przecież uczucia rodzą się poprzez rozmowy i spędzanie wspólnie czasu nieprawdaż ?
  - James o co chodzi 
  - Nie jestem przekonany co do swojej seksownej strony. Corin ona nie istnieje
  - James, a spójrz na mnie. Mam płaskie cycki i w dodatku brzuszek
  - Nie zgadzam się - Lukey się wtrącił, ale zignorowałam go.
  - A bedę paradowała przed wami w szortach i górze ze stroju kąpielowego. 
  - Jesteś dziewczyną wystarczy dekold i dobry stanik i goście będą się ślinić na twój widok 
  - Dlatego pracujemy dwójkami i ja będę z tobą i wtedy będziemy się dowartościowywać - uśmiechnęłam się 
  - Nie zgadzam się ! - krzyknął Lu i objął w pasie po czym uniósł nad ziemię - Ty pracujesz ze mną 
  - Luke 
  - Z Jamesem będzie pracować Beau i tyle - zaśmiałam się 
  - James ?
  - Dobra niech wam będzie - jęknął. Staliśmy na początku bogatszych osiadl gdzie za zgodą rodziców mojej znajomej z dawnej szkoły Veronici  stanęliśmy z wiadrami i gabkami. Dziewczyna podeszła do nas.
  - Hej Cors 
  - Hej Veronica - w poprzedniej szkole było kilka osób, które mimo mojego załamania traktowały mnie normalnie. Veronica może nie rozmawiała ze mną codziennie, ale utrzymałyśmy kontakt i właśnie dziś on się przydał. 
  - Chcecie ciepłej wody czy coś? - spojrzała na Jamesa i uśmiechnęła się. Na co chłopak zrobił się lekko zakłopotany.
  - Bierzcie wiadra musimy nalać wody nie ? Bez tego nie ruszymy - chłopcy wcięli każdy po wiadrze i ruszyliśmy do domu znajomej. Nalaliśmy do wiader wody do połowy ponieważ resztę zajęła pianę - Ver ? 
  - Tak ?
  - Możemy węża też pożyczyć ? 
  - Jasne - uśmiechnęła się i pociągnęła mnie ze sobą na bok 
  - Jak się nazywa ten wysoki ?
  - James chodź przedstawię cię - zaśmiałam się i wróciłyśmy do chłopaków - Chłopcy dla jasności to Veronica, a to Luke, Daniel, James, Jai i Beau - wymienili się usciskami dłoni i ruszyliśmy do pracy. Zaczynając od rozebrania się poczekałam chwilę, aż Luke ściągnie koszulkę by móc podziwiać jego dobrze zbudowane ciało, a następnie sama szybko ściągnęłam bluzkę. 
  - Wiecie co ja ją biorę na stronę - zażartował i podbiegł do mnie biorąc mnie na ręce i wbiegając w jakieś krzaki. 
  - Jesteś pojebany 
  - Dobrze mi z tym - zaśmiał się i położył mnie na ziemi 
  - ON MNIE GWAŁCI! - wydarłam się, gdy chłopak powiedział mi na ucho bym udawała, że uprawiamy seks - BOŻE LUKE! JESZCZE! - starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Usiadłam tak by nie było widać, że udajemy i zaczęliśmy trząść krzakiem.
  - A teraz na serio - chłopak zachłannie pocałował mnie przewracając na plecy i opierajac się ręką tuż nad moją głową. Położyłam rękę na jego karku, a druga obejmowałam policzek bo przypadkiem nie odsunął się ode mnie. Z dnia na dzień nasze pocałunki stawały się coraz bardziej odważne choć nie byliśmy parą. Druga dłonią zjechał na moja talię, a następnie na pośladek co szczerze mówiąc nie przeszkadzalo mi od dłuższego czasu. Od naszego " pogodzenia się" minęły dwa tygodnie, a ja wciąż nie wróciłam do domu. Oczywiście ojciec dzwonił do mnie, ale Gina pozwoliła mi zostać tak długo jak to możliwe i miałam tu ciekawsze zajęcia niż w domu. Z resztą byłam pełnoletnia i mogłam robić teraz z sobą co chciałam. Zacisnął dłoń na moim posladku wywołując u mnie pisk. Zaśmiał mi się w usta nie przerywając pocałunku i dalej napierał na mój język sprawiając mi tym niesamowitą przyjemność. 
  - Dobra dosyć tego gwałcania na niby i... - Beau odsłonił krzaki z myślą, że teraz zapewne śmiejemy się, ale troszkę się przeliczył - o fuck - Luke szybko zszedł ze mnie i wstał, po czym pomógł wstać także mi. 
  - Ciii - przyłożyłam palec do ust - ani słowa nikomu
  - Przecież wy tu prawie 
  - Prawie braciszku - Luke poklepał go po ramieniu i łapiąc mnie za rękę wróciliśmy do paczki. 
  - Nie pytam co tam się działo 
  - I tak niech zostanie - odprowiedział Luke bliźniakowi puszczając do niego oczko. Zaśmiałam się i podeszłam do wiadra. Cóż nie zdziwiłam się, gdy podjechała pierwsza klientka mówiąc, że chce aby dwóch chłopaków ją obsłużyło. Beau i James poszli na pierwszy ogień z czasem zaczynało się zjeżdżać coraz więcej osób.
  - Maleńka obsłużysz ? - uśmiechnęłam się i podeszłam do samochodu chłopaka z wiadrem w ręku, a luke wiernie za mną.
  - Ja chce tylko laleczke - chłopak powiedział bezczelnie patrząc się na moje mokre i całe z piany ciało. W Brooksie wrzało. To było widoczne na pierwszy rzut oka. Zacisnął pięści na słowa chłopaka 
  - Transakcja wiązana - uśmiechnęłam się i złapałam Lu za rękę. Chłopak wysiadł z auta i stanął trochę dalej od nas 
  - Tylko dokładnie mała - uśmiechnął sie "uwodzicielsko". Westchnęłam i zaczęłam myć jego samochód ciągle czując jego obrzydliwy wzrok na swoich dolnych częściach ciała. Umyliśmy z brunetem samochód i stanęłam obok drzwi czekając na zapłatę. 
  - Dziękuję - podał mi stu dolarówkę - może następnym razem ja będę mógł cię zmoczyć ?
  - Twój czas koleś minął - Luke przyciągnął mnie do siebie. Chłopak coś powiedział pod nosem i odjechał - Jeszcze chwila ...
  - A kulturalnie byś go pożegnał nie robiąc mu krzywdy - obróciłam się do niego przodem. Przytuliłam się do chłopaka - Lu ja do nikogo nie uciekne. Mamy mnóstwo czasu dla siebie - chłopak cmoknął mnie w czoło. Widziałam jak bardzo męczy go to nie bycie parą, ale sam nie posuwał się dalej. Wiedziałam, że miało to powiązania z naszymi problemami z Trevorem, ale szczerze to jebało mnie to co mógł zrobić. Wiem, że miał zawsze asa w rękawie, ale zawsze możemy znaleść jakiś chaczyk cokolwiek by wyciągnąć chłopców z tego gówna. Musiało coś być. Tylko nie wiedziałam co. I teraz to było moim zadaniem. Znaleść coś na Trevora. 

________________________
Wiem, że rozdział nijaki i wgl, ale ostatnio nie mam jakoś weny. Może to przez zbliżający się rok szkolny? TAK ZAŁOŻĘ SIĘ, ŻE PRZEZ TO !

Jak myślicie Corin sie uda? 
I co dalej zrobi Luke? Zrobi następny krok czy będzie dalej siedział w niepewności ?

Czekam na opinię i do napisania ♥

wtorek, 27 sierpnia 2013

Chapter 23

  - Corin ! - Luke wszedł kilka chwil po mnie. Nie chciałam z nim rozmawiać. Współczułam im, a on mnie okłamał. Perfidnie okłamał. Myślałam, że jest w straconej pozycji, a tak naprawdę był w połowie drogi do piekła, które sam sobie stworzył. Był winny tego jak teraz go traktuję. Zasłużył na to nie mówiąc mi całej prawdy.  Myślałam, że zaufał mi, ale myliłam się. Wolał opowiedzieć mi jedynie tę część, która była dla niego wygodna, i która robi z niego ofiarę, a tak naprawdę było zupełnie inaczej i to boli. Poczułam do niego coś, ale gdy darzysz kogoś uczuciem masz zamiar dzielić się z ta osoba wszystkim, a czym jest związek bez szczerości i zaufania? Niczym. Nawet przyjaźń bez tego nie może przetrwać. 
  - Nie chce cie znać rozumiesz?! - krzyknęłam odrywając się od Beau. Jego i reszty nie winiłam ponieważ oni myśleli, że o wszystkim wiem, że to co powiedział Luke zawierało całą ich przeszłość, a chłopak pominął te najważniejsze szczegóły.
  - Posłuchaj mnie
  - Nie będę cie słuchać rozumiesz?! Okłamałeś mnie!
  - Nie powiedziałem wszystkiego ! 
  - Na jedno wychodzi!
  - Corin !
  - Nie! - obróciłam się i pobiegłam w kierunku najstarszego z braci Brooks. Zamknęłam drzwi na zamek i położyłam się na łóżku zwijając w kłębek. Nie chciałam go widzieć. Nie chciałam go znać. Jak mógłbyć takim dupkiem. Zupełnym samolubem.
      Myśli błądzące w mojej głowie coraz bardziej sprawiały, że chciałam cofnąć czas. Po moich policzkach spływały kolejne łzy. Jak mogłam być tak głupia by mu uwierzyć? Czułam się coraz bardziej zmęczona, to wszystko mnie przytłaczało jedynym ukojeniem jakie istniało dla mnie w tym momencie był sen. Sen, który złapał mnie i nie chciał puścić. Zamknęłam powieki oddając się mu z nadzieją, że jutro będzie lepiej.  
      
  - Corin - pukanie do drzwi i głos dobiegający zza nich obudził mnie. Rozpoznałam w nim głos osoby, którą dzisiaj jako ostatnią chciałam widzieć. Naprawdę nie chciałam go widzieć. Jego osoba przypominała mi wczorajszy dzień i te wszystkie złe, no i dobre chwile. Dobre chwile, które byłyby idealne, gdyby nie fakt, że Luke ciągle krył przedemną prawdę.
      Usłyszałam oddalające się kroki chłopaka i postanowiłam wstać. Była już 7 rano, a dziś miałam na godzinę 9. Leniwie ruszyłam do drzwi by je otworzyć. Miałam nadzieję, że nikogo nie zastanę pod nimi i nie myliłam się. Było pusto. Ruszyłam do swojego plecaka, który leżał w holu i wzięłam z niego czyste ubrania. W domu było cicho co oznaczało, że wszyscy oprócz osobnika, który mnie obudził jeszcze śpią. Zapukałam w drzwi łazienki, a gdy upewniłam się, że nikogo tam nie ma weszłam by wziąć poranną toaletę. 

      Weszłam po cichu do kuchni by nie skierować na siebie uwagi Brooksa, co niestety mi się nie udało. Podeszłam do kranu by nalać sobie wody, gdy jego spojrzenie utkwiło we mnie. 
  - Cori 
  - Nie - szybko odstawiłam szklankę i zaczęłam się ewakuować. Jednak chłopak nie miał najmiejszego zamiaru tym razem odpuścić. Zastawił mi swoim ciałem całe przejście czego efektem był brak jakiejkolwiek ucieczki. 
  - Porozmawiaj ze mną - spojrzałam na salon. Nie wiem jakim cudem Jai i Beau tam się znaleźli, ale siedzieli i niczym w kinie obserwowali to co działo się między bliźniakiem, a mną. 
  - Nie mamy o czym
  - Corin mamy
  - Nie 
  - Corin porozmawiaj ze mną! 
  - Nie chce rozumiesz?! Okłamałeś mnie, a to mnie zabolało! Zaufałam ci, a ty to zaprzepaściłeś w jednej sekundzie podejmując decyzję, że nie powiesz mi wszystkiego! Kurwa Luke! To boli! Cholernie! Ja zaczynałam do ciebie kurwa coś czuć! - nigdy nie sądziłam, że tak łatwo przyjdzie mi przyznać się, że coś do niego poczułam. Ten napływ złości i sytuacja dała temu upust, a także pozwoliła uwolnić się wszystkiemu co czułam przez miniony dzień. 
  - Corin - chłopak zaczął, ale nie chciałam go słuchać. Chciałam stąd wyjść i po prostu zniknąć. Przestać być i nie czuć tego wszystkiego co teraz kumuluje się we mnie.
  - Wiesz Luke ja chyba muszę się stąd wynieść 
  - Nie musisz - złapał mnie za rękę, gdy starałam się przejść obok niego. Chciałam sie wyrwać, ale było to nadaremno.
  - Luke puść mnie proszę - spojrzałam na rękę
  - Nie - szarpnęłam ręką co sprawiło, że Luke pociągnął mnie do siebie. Szybkim ruchem ujął moją twarz w dłonie i starał się pocałować. Przyznam nogi mi zmiękły i przez chwilę poddałam się jego wargom, ale nie mogłam pokazać, że uchodzi mu to na sucho. Gdy jego dłonie rozluźniły uścisk odepchnęłam go traktując jego policzek uderzeniem z tzw. "liścia". Szybszym krokiem wybiegłam przed dom i ruszyłam w kierunku szkoły. Na szczęście wszystkie książki i zeszyty, które na dziś potrzebowałam miałam w szafce dzięki czemu nie musiałam nieść plecaka z sobą. Weszłam na teren szkoły i ruszyłam w złym humorze na boisko by w ciszy przeczekać do godziny 9. Usiadłam na jednym z krzesełek na trybunach boiska i dla uspokojenia nerwów zaczęłam grać w "Fruit Ninja". Kroiłam owoce jeden po drugim wyobrażając sobie, że są one moimi problemami.

      Wyszłam z klasy pani Hood cała zła ponieważ co chwila zostawałam upominana za brak zainteresowania lekcją. Nie moja wina, że mam problemy! Czy ona myśli, że mam w dupie zainstalowany guziczek z napisem "problemy poza szkolne on/off" ? Takie coś nie istnieje i choćbym niewiadomo jak się starała o tym nie mysleć i tak będę to robić. Tak właśnie działa człowiek. Jeśli ma jakiś problem on go męczy wszędzie i nie robi wyjątków bo jestem w szkole na jakże interesującej lekcji Geografii. 
  - Garson - głos Tracy przyprawił mnie o ciarki
  - Tracy nie teraz
  - Teraz Corin - uśmiechnęła się złośliwie - odbiłaś mi Brooksa
  - Nikogo nie odbiłam Tracy
  - Odbiłaś
  - Tracy mówiłem ci coś chyba - głos chłopaka przeszył moje ciało. Nie spodziewałam się go. 
  - Luke nie wtrącaj się - powiedziałam do niego kiedy zasłonił mnie swoim ciałem.
  - Mówiłem ci coś wczoraj Tracy, a jeśli nie dotarło mogę powtórzyć. 
  - Brooks daj spokój - starała się go złagodzić, ale misja została zakończona niepowodzeniem.
  - Nie-Dam - spojrzał na nią zlowrogo, a dziewczyna się wycofała - Zrobiła ci coś ? - obrócił się do mnie wypowiadając słowa z opiekuńczym tonem
  - Nie - rzuciłam i ruszyłam ku wyjściu ze szkoły. Moje problemy doprowadzą do tego, że nie zdam. Mówię wam. Ciągle uciekam, nie słucham nauczycieli i zawalam kartkówki.
  - Corin nie uciekaj to nie ma sensu - Miał rację. Moje ucieczki nigdy na dobre nie wychodziły, ale nie chciałam go czuć w pobliżu. Oczywiście wciąż czułam te motylki tam w środku, ale też czułam złość na myśl o tym jak mnie okłamał - I tak nie uciekniesz od problemów. Nie lepiej to wytłumaczyć? Proszę - spojrzałam na niego. W jego oczach można było zobaczyć skruchę. Wiedział, że zrobił źle nie mówiąc mi o tym.

Może powinnam go wysłuchać ?
Okłamał cię
Miał swoje powody 
To go nie usprawiedliwia
Zawsze jest jakiś sensowny powód, który ma swoje wytłumaczenie

      Kłóciłam się z samą sobą. Czułam się z dnia na dzień coraz bardziej psychiczna. Rozmowy z sobą nie były czymś dobrym, ale cóż taka byłam. Stwierdziłam, że musze z nim porozmawiać. Może to da mi w końcu upragniony spokój ?  
  - Dobrze - powiedziałam wracając do chłopaka. 
  - Nie zamierzasz wracać na lekcje ?
  - Dziś już nie, po drugie zostały mi tylko dwie - uśmiechnęłam się i idąc tuż obok nastolatka ruszyliśmy w kierunku parku. To było jedyne miejsce gdzie czułam spokój choćby nie wiadomo co się działo. Usiadłam na ławce, a tuż obok mnie brunet. Siedzieliśmy przez dłuższą chwilę nie wiedząc co powiedzieć. Choć może wiedzieliśmy, ale nikt nie chciał być osobą, która pierwsza się odezwie. 
  - Dlaczego ? - Zadałam proste, ale za to najbardziej pasujące do momentu pytanie. 
  - Nie chciałem byś źle na nas patrzyła. Wzięłabyś nas za takich jak Trevor, a tacy nie jesteśmy. Robilismy to bo musieliśmy, a pieniądze były skutkiem ubocznym, który jako jedyny szedł na naszą korzyść
  - Musieliście?
  - Trevor. On groził nam. Pierw, że pozabija nas, a gdy zobaczył, że nie zależy nam na naszym życiu zaczął grozić naszym rodzinom. To był przymus. Nie potrafiliśmy tego uniknąć. Proszę wybacz mi. Nie chciałem cię okłamać. Nie chciałem cię stracić - w mojej głowie robił się jeszcze jeden mętlik. Uczucia, obawy i rozsądek zaczęły się mieszać dając mi uczucie niepewności. Nie wiedziałam co mam zrobić. Uczucia mówiły wybacz mu, obawy : on zapewne znów kłamie, a rozsądek przebijał wszystko mówiąc bym dała sobie czas na przemyślenie. Wiadome było, że rozsądek musiał być wyeliminowany ponieważ to doprowadziłoby mnie ponownie do takiej sytuacji. Chłopak usiadł do mnie przodem patrząc na mnie, a ja wciąż myślałam nad tym kto ma racje. Obawy czy uczucia. Jedna z opcji napewno była błędna, ale teraz muszę sobie postawić pytanie : "która opcja była błędna". Całe życie kierowałam się obawami co chroniło mnie od niebezpieczeństw i zapewniło samotne życie przez co zaryzykowałam i wybrałam uczucia. Podniosłam się na ławce i przytuliłam chłopaka. Po chwili odsunęłam i ryzykując odtrąceniem pocałowałam go. Na początku zdziwienie wzięło nad nim górę i czułam jego wzrok na sobie, ale po kilku sekundach i on zaangażował sie w ten pocałunek. Jego usta szybko złapały rytm i zaczęły poruszać się przyprawiając mnie o dreszcze. Jego ręce powędrowały na moją talię by następnie usadzić mnie na jego kolanach, na których usiadłam okrakiem (proszę tego źle nie zrozumieć). Zarzuciłam ręce na jego szyje splatając je ze sobą by móc być jeszcze bliżej ciałem jego niż wcześniej. Trwało by to tak w nieskończoność, gdyby nie ogrniczona ilość powietrza w naszych płucach. 
      Oderwałam się od chłopaka uśmiechając i spojrzałam na niego. 
  - Czy to znaczy, że mi wybaczasz 
  - Domyśl się - zagryzłam dolną wargę. Jego oczy błyszczały. Były takie piękne, duże i idealne. Zatopiłam w nich swój wzrok myśląc nad tym czy można zakochać się w oczach. Widocznie można było. Ja tego dokonałam. 
  - Sądzę, że to - cmoknął mnie w usta - w wersji dłuższej było odpowiedzią pozytywną 
  - Brawo Sherlocku - zaśmiałam się. Wciąż siedziałam w tej samej pozycji nie mając najmniejszego zamiaru zmienić jej. Teraz miałam chłopaka całego do swojej dyspozycji i nigdzie nie mógł uciec ( bez skojarzeń ). Zbliżyłam się do niego by móc wtulić się w niego - Luke?
  - Tak ?
  - Nie okłamuj mnie już 
  - Już nie będę - pocałował mnie w czoło i oparł się brodą o czubek mojej głowy przytulając do siebie. 

  - Anderson się wkurzył, gdy nie przyszłaś do niego na lekcję - James rzucil torbę na ziemię koło huśtawek. 

  - Przeżyje jedną lekcję bez mojej obecności. Przynajmniej zacznie was uczyć, a nie szczerzyć się do mnie jak idiota - Profesor Anderson był żywym przykładem typowego nauczyciela śliniącego się do młodych uczennic i ja byłam jego obiektem westchnień na lekcjach. Szczerze to, że ostatnimi czasy byłam w centrum zainteresowania dwóch chłopaków pozwoliło mi zrozumieć zachowanie owego nauczyciela co mnie naprawdę krępowało na jego lekcjach. 
  - Co ? - Luke spytał zdezorientowany. No tak skąd mógł wiedzieć o tym co robi nauczyciel nie miał z nim lekcji. Wstałam z huśtawki kiedy podszedł do mnie. On usiadł na moim dawnym miejscu, a później usiadłam na jego kolanach. 
  - Nie ważne - cmoknęłam go w policzek 
  - A wy? - Daniel spojrzał krzywiąc się
  - Nie zrozumiesz - powiedzieliśmy niemal jednocześnie. Chłopak objął mnie w talii przytulając jednocześnie
  - Was się nie da zrozumieć - Beau położył plecak na ziemi i usiadł na nim. 
  - I dobrze, ale przejdźmy do sprawy Trevora - wzięłam głos - ile tym razem chce ?

  - Corin nie możesz nam dać tej kasy 
  - Ale mogę pomóc zdobyć - uśmiechnęłam się do chłopaków dając tym znak, że znalazłam sposób na rozwiązanie ich problemów w choć kilku procentach. 


______________________________

Przepraszam za niedodawanie przez dwa dni rozdziałów, ale nie miałam weny i sił zbytnio. Ciągle gdzieś latam i coś robię więc mam nadzieję, że będzie mi to wybaczone ♥


Jak sądzicie co wymyśliła Corin? 
Czy jej decyzja o wybaczeniu Brooksowi była dobra? 

Do napisania ♥