czwartek, 10 października 2013

Chapter 33


      Usiadłam z całej siły na kanapie. Byłam na ojca tak bardzo zła, że przez przypadek wystraszyłam leżącą na niej Lalę. Pies zeskoczył z kanapy i pobiegł korytarzem w głąb domu. Przez moją złość cierpiały także będący w moim pobliżu ludzie i psy. Dlaczego ludzie? Ponieważ w drodze do domu pokłóciłam się z bliźniakami. Poszło o błahostkę, ale ja pod wpływem gniewu zbagatelizowałam to do ogromnych rozmiarów co uraziło ich. Wzięłam zdenerwowana pilot do ręki i zaczęłam przeskakiwać z kanału na kanał jednak żaden nie przykuł mojej uwagi. Rzuciłam pilot na siedzenie kanapy obok mnie i spojrzałam na sufit. Sufit nie należy do najbardziej interesujących miejsc w domu, ale jego zupełna prostota pozwala człowiekowi na uspokojenie się.

      Poczułam jak poducha, która służy za siedzenie w kanapie ugina się pod wpływem drugiego ciężaru. Obróciłam głowę w bok i ujrzałam Ginę. Uśmiechnęła się i położyła rękę na moim kolanie.
  - Skarbie co się stało
  - Nic
  - Kochanie widzę powiedz mi ulży ci na pewno – pogłaskała mnie po zewnętrznej części dłoni.
  - W centrum handlowych spotkaliśmy mojego tatę, zrobił mi awanturę i zaczął ich oceniać, a przecież nie zna ich ani trochę
  - Corin, więc może powinnaś porozmawiać z nim na spokojnie i wyjaśnić wszystko ?
  - Gina tu nie ma co wyjaśniać zna ich przeszłość i od razu myśli, że wie wszystko !
  - Zastanów się nad moim pomysłem – puściła mi oczko – najlepiej jest to zrobić pod gorącym prysznicem – wstała i poszła do swojego pokoju.

      Co jeśli miała rację? Jeśli naprawdę powinnam iść do domu, porozmawiać z nim na spokojnie, wszystko mu postawić w prawdziwym świetle i poznać z chłopakami. Ale nie tymi, którymi byli kiedyś, a tymi, którymi są teraz. Przeczesałam dłonią włosy i dosłownie czując jak to wszystko mnie przytłacza, ruszyłam na górę. Otworzyłam drzwi z łazienki i chwilę później stałam już naga pod prysznicem. Posłuchałam Giny i po prostu stałam w strumieniach wody zastanawiając się co dalej. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł ruszyć do domu. Tata mógłby źle to wszystko przyjąć i po prostu stwierdzić, że zostałam namówiona do tego wszystkiego, a chłopcy mnie wykorzystują co prawdą nie było, nie jest i nie będzie. Znając ich przeszłość to był jego najoczywistszy tok rozumowania. Brać ich za kryminalistów, którzy wykorzystują bogatą dziewczynę na fałszywą przyjaźń. Ale przecież oni tacy nie są. Nawet nie chcieli mi mówić o swojej ciemnej stronie i wciągać do tego świata, w który ja wkradłam się przez uchylone drzwi niespostrzeżenie. Nikt mnie nie zapraszał, a wepchnęłam się na chama co poskutkowało lepszym jutrem dla chłopaków. Ani trochę nie żałuję swoich decyzji. Jestem wręcz dumna ze swojego uporu, który pomógł chłopakom.

      Poczułam chłodny dotyk na skórze. Pomimo praktycznie gorącej wody przeszły mnie ciarki. Nikt nie miał tak bipolarnych rąk jak on. Obróciłam się i zobaczyłam bruneta z blond pasemkiem na czubku głowy. Kolczyk wciąż idealnie uwydatniał jego wargi przez co miałam jeszcze większą chęć na nieustanne całowanie ich. Jego tors. Idealnie wyrzeźbiony i opalony w dodatku pokryty kilkoma tatuażami, które sama nie wiem jakie miały znaczenie. Rozumiałam napis na piersi, ale symbole z filmu „Król lew” zbijały mnie z tropu. Jednak pomimo tego pasowały do niego jak nikogo innego. Spojrzałam w jego oczy. Były smutne, a jedynym powodem dlaczego dawały taką aurę były moje humory.
  - Przepraszam – wtuliłam się w jego mokry tors. Chłopak zasunął drzwi z kabiny i objął mnie.
  - Skarbie jest dobrze – pocałował mnie w czoło – każdy ma gorsze momenty, a my trochę przesadziliśmy – odsunęłam się. Spojrzałam na niego ze swojej dość niskiej pozycji i obdarowałam go jednym z najpiękniejszych uśmiechów jakie posiadałam. Chciałam mu wynagrodzić wszystkie krzywdy jakie dziś przeze mnie musiał znosić. Zbliżyłam się do niego nieco gwałtownie i wpiłam w jego usta. Moja ręka dłuższy czas wędrowała po torsie, gdy język toczył zażytą walkę jednak po chwili zaczęła zjeżdżać w dół do okolicy męskości chłopaka. Popchnął mnie delikatnie na ścianę, a ja drażniłam się z nim co jakiś czas przelotnie zahaczając o jego członka. Po grymasie wywnioskowałam, że strasznie denerwuje go ta gra, ale jego przyjaciel miał całkowicie inne zdanie. Co sekunda stawał coraz bardziej. Moje pocałunki zaczęły schodzić na jego szyję obcałowywując każdy milimetr jego idealnie opalonej skóry. Czułam jak co chwila niewinne ociera się o moje ciało próbując namówić mnie do dalszych działań, ale mi ta sytuacja strasznie się podobała. Dawała mi niesamowitą satysfakcję, że mam teraz nad nim całkowitą przewagę. Czułam się panią sytuacji.
- Corin nie męcz mnie – jęknął cicho. Postanowiłam, że zlituję się nad nim, więc moje pocałunki zaczęły schodzić po torsie coraz niżej, a moja kolana uginać sprowadzając do przykucu tak, że sterczący członek był idealnie na wysokości moich ust. Spojrzałam w górę. Uśmiechnął się dając mi znak, że mam wolne pole do popisu. Po raz kolejny byłam w sytuacji, gdy jedynie to co słyszałam od innych było moim jedynym doświadczeniem. Stwierdziłam, że jeśli poprzednim razem nie zrobiłam nic źle tym razem nie może być gorzej. Położyłam ręce na jego biodrach, a jego członek chwilę później wylądował zassanych między moimi wargami. Energiczne ruchy kontrolowane przez chłopaka sprawiały, że jego męskość stawała się coraz to grubsza. W momencie, gdy myślałam, że już tryśnie nagle przestał. Znów nie chciał dochodzić sam co mnie cieszyło i pokazywało, że zależy mu na przeżywaniem wszystkiego razem. Złapał moje dłonie pokazując mi, że mam wstać. Zrobiłam to stając na wysokości jego brody. Schylił się by pocałować mnie namiętnie tuż przed chwilowym wyjściem z kabiny. Gdy otwarł drzwi do małej przestrzeni kabiny wpadło chłodne powietrze. Poczułam jakby ktoś wrzucał mnie w upalny dzień do lodowatej wody. Całe moje ciało pokryła gęsia skórka, a zęby mimowolnie zaczęły uderzać o siebie wydając „ szczerkanie”. Chwilkę później chłopak wrócił do kabiny „ubrany” w prezerwatywę. Jego usta znowu złączyły się z moimi, a ręce powędrowały na talię przybliżając moje ciało do jego. Nie przerywając pocałunku jego ręce błądziły po moim ciele zatrzymując się na piersiach. Prawą ręką zaczął ściskać piersi jedną po drugiej, a drugą położył na moim udzie.
  - Lu – jęknęłam mu do ucha, gdy mocniej zagryzł się na szyi. Jego przyssanie się do mojej szyi zapewne poskutkuje porządną malinką, która nie zejdzie tak łatwo. Prawa dołączyła po drugiej stronie do lewej unosząc mnie opartą o ścianę. Nogami oplotłam się w talii chłopaka i poczułam jak gwałtownie we mnie wchodzi. Nie było to nieprzyjemne uczucie. Było wręcz odwrotnie. Podobał mi się jego zdecydowany ruch. Przyległ do mnie ciałem tak, że nie było między nami ani trochę wolnego miejsca. Zarzuciłam ręce na jego ramiona by jego ruchy były bardziej swobodne. Każde jego pchnięcie coraz bardziej podniecało mnie sprawiając, że jęczałam mu do ucha co dodatkowo go nakręcało. Wciąż było mi głupio po ostatnim razie, ale nie potrafiłam się kontrolować. To było silniejsze ode mnie. Poczułam jak jego członek zaczyna robić się ponownie coraz grubszy, aż w końcu zrobiło mi się niesamowicie ciepło, a moje mięśnie spięły się najbardziej jak było to możliwe.
  - Luke – jęknęłam ostatkiem sił.
  - Tak wiem skarbie – delikatnie odstawił na ziemię. Znów poczułam grunt pod nogami i resztkami sił stałam przed chłopakiem, który uśmiechał się od ucha do usta wpatrując w moje oczy. Moja klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała, gdy płuca łapały dusze garści powietrza. Nie tylko chwilowy stosunek powodował przyśpieszony oddech, ale też sama obecność chłopaka sprawiała, że miałam problemy z prawidłową pracą organizmu. On po prostu działał na mnie jak najlepszy narkotyk. Uzależnił mnie i sprawił, że organizm nie potrafił poprawnie funkcjonować.
  - Dziękuję – pocałował mnie i zagryzł na chwilę dolną wargę. To dodatkowo niszczyło mój rozum do takiego stopnia, że mój ledwo co uspokojony rytm serca znowu szalał. Czy to możliwe, że druga osoba może tak na mnie działać? Naprawdę to nienormalne, że drugi organizm może robić takie rzeczy ze mną powodując tyle zaburzeń.
      Chłopak rozsunął drzwi i wyszedł do o wiele chłodniejszej części łazienki. Podążyłam za nim. To było nieuniknione. Musiałam stąd kiedyś wyjść nawet jeśli miałabym przejść do temperatury 10 stopni. Postawiłam stopy na lodowatej podłodze, po czym szybko zakryłam swoje ciało puchowym ręcznikiem, który przeplotłam na piersiach. Chłopak już od kilku chwil stał w bokserkach i właśnie zapinał spodnie. Uśmiechnęłam się i podeszłam do lustra. Jak zwykle moje próby zmycia resztek makijażu pod prysznicem zaskutkowały jedynie jeszcze większym rozmazaniem pozostawiając moje oczy z wyglądem na „pandę”.
  - Boże – skomentowałam swój wygląd i szybko wyciągnęłam rękę po chusteczki nawilżane. Szybko poprawiłam się i kolejny raz ujrzałam swoją twarz bez jakiegokolwiek makijażu. Oczy wydawały się strasznie małe, a twarz taka blada i sina. Nie lubiłam widzieć siebie bez makijażu moje kompleksy nasilały się wtedy najbardziej. Dlatego wolałam z samego rana pomalować się jak najszybciej się da by odgonić je od siebie.
  - Skarbie – chłopak przytulił mnie od tyłu – więcej pewności siebie
  - Łatwo ci mówić – westchnęłam i odwróciłam się do niego przodem. Rzadko ktokolwiek widział mnie w takim stanie od kiedy zaczęłam się malować. A prawdę mówiąc Lukey był pierwszą osobą, która taką mnie zobaczyła to był jedyny wyjątek.
**
      Od kilku dni sytuacja wyglądała tak samo. Tym razem to ja chodziłam przybita bijąc się z sobą i nie wiedząc jaką decyzję podjąć. Wciąż każda opcja miała swoje zalety, które natychmiastowo były tłumione wadami. Nic mi nie odpowiadało. Jednak po dzisiejszych rozmyśleniach stwierdziłam, że muszę iść do ojca i porozmawiać. Ktoś powinien zrobić pierwszy krok do pogodzenia się, a jeśli ojciec brał wszystko na siłę to ja muszę być tą mądrą osobą, która załagodzi całą zaistniałą sytuację. W końcu to ja byłam jej przyczyną. Co dziwne nie obwiniałam się o to ani raz, a powinnam ponieważ przez to straciłam jedyną rodzinę jaką miałam. Oczywiście miałam babcię i dziadka, ale oni mieszkali w Nashville. Z której strony by nie patrzeć było to strasznie daleko od Melbourne, zaś druga babcia nie żyła, a dziadek był skłócony z ojcem na śmierć i życie przez co ucierpiały nasze relacje. Matka była jedynaczką, a ojciec miał brata, który wyjechał dawno temu w świat i nie wrócił. Wujek Jeff był strasznym marzycielem i zniknął, kiedy miałam 5 lat. Pamiętam go jedynie ze zdjęć. Przypominały mi one o tym jak dużo mówił o świecie co by to nie chciał zwiedzić i gdzie by to nie pojechał. Przez kilka lat wysyłał pocztówki, ale po kilku latach przestały przychodzić. Najprościej w świecie zerwał z nami kontakt.
      Podeszłam do walizki, z której wciąż nie wypakowałam się całkowicie i wyciągnęłam czyste ubrania. Szybko przebrałam się i ruszyłam na dół.
  - Bells ! – krzyknęłam, a pies wraz z Lalą znalazł się w kilka sekund tuż obok mnie. Zapięłam labradora na smycz i wyszłam z nią z domu.  Postanowiłam zrobić sobie z nią spacer, który zaprowadzi nas do domu. Spacer prowadził nas przez park, centrum miasta i plażę kończąc na moim domu. Jednak najdłużej byłam właśnie na plaży. To tutaj ciągle uciekałam, gdy myśli mnie przytłaczały. Fale odbijające się o skały i chłodna bryza oczyszczały mój umysł pomagając trzeźwiej myśleć. Tego właśnie mi było potrzeba. Nie wiedziałam jak miałam zacząć rozmowę by nie zostało to wszystko źle odebrane przez tatę. To był typowy mężczyzna wszystko oceniał po okładce i miał gdzieś szczegóły, które właśnie były najważniejsze. Chciałam po prowadzić rozmowę tak by w końcu zrozumiał, że to co sądził o nich nie jest prawdą i pokazać mu wszystko tak jak wyglądać powinno.
      Westchnęłam głośno siadając po turecku na piasku. O tej porze dnia było tu pusto. Był praktycznie wieczór, a ludzie wolą tu siedzieć od rana do późniejszego po południa, kiedy jeszcze słońce ogrzewa ich skórę. Teraz było tu nieco chłodniej, ale równie cudownie. Bella zmęczona bieganiem niczym szalona leżała obok mnie patrząc na taflę wody, która jedynie niecały kilometr od nas uderzała o skały dając idealny dźwięk uspokajający mnie. Mogłabym tu zostać na zawsze, ale nie mogłam być, aż tak nieodpowiedzialna. Musiałam wrócić na noc do chłopaków ponieważ znając ich już zamartwiali się moim zniknięciem.
  - Bells musimy iść – wstałam nieco niezdarnie z chłodnego piasku i zapinając psa na smycz ruszyłam w kierunku dobrze znanego mi osiedla. Nie byłam tu dobre kilka miesięcy, ale nic nie uległo zmianie. Powoli stawiałam każdy krok jakbym wracała po kilkudziesięcioletniej nieobecności. To było dosyć niezręczne. Nie powinnam się tak czuć w końcu to był mój dom, moje osiedle, a szczerze mówiąc czułam się niczym intruz. Podeszłam do bramy domu i kluczami otworzyłam furtkę. W salonie paliło się światło co oznaczało, że moje wyjście nie poszło na marne. Zbliżyłam się do drzwi wejściowych i ostrożnie włożyłam klucz do zamka i przekręciłam, a wraz z nim mój żołądek. Stres zżerał mnie od środka, ale zaszłam zbyt daleko by się wycofać musiałam wejść i zakończyć postawione przeze mnie zadanie. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Wszystko było jak kiedyś. Tata nic nie zmienił. Puściłam psinę na dom, a sama wcześniej zamykając drzwi ruszyłam do salonu gdzie na kanapie leżał mój ojciec.
  - Tato ?


________________________________

Tak wiem strasznie przeginam swoją nieobecnością, ale po mojej długiej nieobecności w szkole muszę nadrabiać co ciekawe nie jest, gdy udało mi się zdobyć kilkudniową pracę, w której totalnie się opierdalam, a przez resztę czasu zasuwam, żeby nadrobić materiał ( dostałam 5 z maty ze sprawdzianu na który totalnie się nie uczyłam xD ). Przepraszam i mam nadzieję, że rozdział na 2.110 wyrazów was ucieszył ponieważ każdy kolejny ma coraz więcej wyrazów ^^
Od niedawna postanowiłam, że każdy kolejny będzie miał ich więcej od poprzedniego. 
Liczę na waszą opinię chociażby opierdol za nieobecność ;)
Do napisania ♥  

środa, 2 października 2013

Chapter 32


      Odliczanie do dzwonka jest najgorszą katuszą w ciągu całego dnia nauki. Robimy to codziennie, co godzinę i za każdym razem są to najgorsze minuty życia. Nie znam osoby, która nie znałaby tego uczucia, gdy spogląda się co chwila na zegarek, a czas jakby stanął w miejscu kiedy nauczyciel omawia kolejny nudny temat na temat historii Australii. Wiem, niektórzy są tym czasem zainteresowani, ale nie wtedy, gdy za oknem słońce cudownie świeci, jest 33 stopnie Celsjusza, a zegarek utkwił na kilka godzin w miejscu dając nam bezlitosne złudzenie, że minęło dopiero 5 minut. Najgorsze są momenty, gdy ma się po 8-9 lekcji, a czas staje w miejscu już na 4 lekcji. Wtedy lepiej byłoby od razu położyć się na torach i czekać na rozpędzony pociąg. Uczucie zapewne mniej by bolało niż rozciąganie się w temacie naszej historyczki, która myśli, że pozjadała wszystkie rozumy. No dobrze może z historii była dobra, ale czasem mogła by powstrzymać się od uwag na temat naszych ocen w dziennikach, które pochodzą całkowicie z innych lekcji niż te, które ona prowadzi. Zawsze wtyka nos w nieswoje sprawy.

      Westchnęłam zmieniając rękę podpierającą moją głowę. Spojrzałam za okno. Chłopcy już skończyli lekcje przez co czekali na nas na dziedzińcu gdzie zapewne poprzez to czekanie złapią niesamowitą opaleniznę. Spojrzałam na swoja bladą skórę. Tyle czasu spędzam z nimi na dworze biegając, kąpiąc się i robiąc inne głupie rzeczy, a ona niczym u wampira dalej miała ten nienaturalnie blady odcień. Czasami zastanawiałam się czy ja naprawdę mieszkam w Australii od urodzenia czy przyjechałam wczoraj i słońce mnie jeszcze nie zdążyło ujrzeć w swoim świetle. Mój wzrok znów przeniósł się na chłopaka, z którym przeżyłam najpiękniejszą noc w życiu. Śmiał się z czegoś co powiedział pewnie Beau. Uśmiechnęłam się i usłyszałam niewyraźny komentarz z tyłu klasy na temat mojego związku z chłopakami. Jedyną osobą jaka mogła wypowiedzieć słowa typu : „ frajerka myśli, że oni ją lubią” była Tracy. Mój humor niestety nie mógł być zepsuty przez nią ponieważ zrobiło to postanowienie nauki jakie postawiłam sobie na początku szkoły średniej. Nie chciałam skończyć bez pracy i na cudzym utrzymaniu. Niestety nie jestem jedną z tych osób, które idą na łatwiznę. Nie miałam ostatnio łatwo, ale zaczęłam nadrabiać w nauce i jak na razie jest dobrze.

      Dzwonek. Najpiękniejszy dźwięk w ciągu całego okresu nauki u młodzieży jak i dzieci. Każdy kochał ten dzwonek o ile oznaczał on koniec lekcji. Ten, który oznaczał ich początek był znienawidzony przez wszystkich. Jeden ten sam dźwięk, a jak różny kiedy oznacza on lekcję jak i jej koniec.

      Podniosłam się z ławki i zabrałam torbę, która już była spakowana. Biegiem ruszyłam do szafki. Tam wrzuciłam szybko do niej torbę i z uśmiechem na ustach wyszłam za mury szkoły. Chłopcy dalej siedzieli tam gdzie wcześniej. Podbiegłam do obkolczykowanego z bliźniaków ten zaś uniósł mnie nad ziemię i obrócił nami dookoła.

  - koniec katuszy – zaśmiałam się, gdy James podszedł do nas pozbawiony jakiejkolwiek radości. Widziałam jak bardzo męczy się na lekcjach, ale twardo siedział. Nie raz mi mówił, że chce skończyć tak jak ja szkołę, ale za bardzo się męczył i widziałam to. Zakładam już dziś, że niedługo zrezygnuje tak jak to mają w planach Daniel i Beau. Tak planują to już od dłuższego czasu, ale czekają na odpowiedni moment.

  - Nie denerwuj – usiadł na stole do ping ponga – co dzisiaj robimy? – spojrzał na chłopaków, a gdy ci wzruszyli ramionami spojrzał na mnie. Siedziałam Lu na kolanach, gdy ten tak jak J siedział na stole.

  - Co powiecie na centrum handlowe ? Poszłabym coś zjeść dawno nie jedliśmy Fast foodów – wyszczerzyłam się udając, że nie mam zamiaru podbić kolejny raz do bankomatu. Wolałam swoje plany trzymać w tajemnicy. Wystarczyło mi, że Jai był już w to wtajemniczony. Zwłaszcza, że szłam do bankomatu ze względu na niego. Gina miała ostatnio mały kryzys w budżecie nawet kiedy dokładałam się im do rachunków. No niestety, ale zniszczona weranda dokładniej przez Beau i Daniela musiała być naprawiona, a bała się powierzyć tę pracę synom, gdyż było to od początku skazane na niepowodzenie, a nawet możliwe, że na większe szkody. Chłopcy też nie jedzą mało. I tak wyszło, że matka musiała mu odmówić wyjazd, a Ariana zaczęła zdjęcia do „Sam i Cat” przez co nie mogła opuścić Ameryki dla chłopaka i to on musiał pomimo swojej sytuacji jakoś znaleźć fundusze na wyjazd. I tak właśnie miała wyglądać moja pomoc tej parze.



      Gdy doszliśmy do centrum handlowego zaczęłam na szybko główkować jak pozbyć się reszty chłopaków. W końcu musiałam zostać sam na sam z Jai’em najwyżej mogłam wziąć Lukeya, ale to wymagało wdrążenia go w temat lub zrobienia to w taki sposób by nawet nie zorientował się co robie, a było to dosyć trudne, gdyż chłopak ciągle trzymał mnie za rękę i za nic nie chciał puścić.

  - Dobra to podchody ! – na wejściu krzyknęłam do chłopaków – Ja biorę bliźniaków, ty Beau resztę i wy uciekacie my gonimy – uśmiechnęłam się na myśl wolnego czasu. Gdy chłopcy pobiegli ja spojrzałam na Jai’a. Dobrze wiedział o co chodzi. Szybszym krokiem udaliśmy się w przeciwną stronę niż chłopcy.

  - Gdzie wy idziecie ? – Lu stanął zatrzymując nas i równocześnie marnując czas, którego było strasznie mało.

  - Musimy coś załatwić, a ty nas zwalniasz – zaczęłam ciągnąć go za rękę. Jeśli pytał przecież mógł to robić w drodze, a nie zatrzymywać się. Po chwili ciszy chłopak ruszył i mogliśmy wykonać nasze zadanie – Luke zostań tu z Jai’em – spojrzałam na chłopaka.

  - Idę z tobą – zaprotestował. W jego oczach pojawiła się iskierka strachu. Ciągle miał poczucie winy, że to przez niego zostałam porwana. Nie było tak, ale nie wytłumaczysz tego komuś kto przeżył to co Brooks. On od czasu porwania ma jakąś blokadę. Boi się, że jeżeli zniknę z zasięgu jego wzroku choć na chwilę, zniknę na zawsze. Postanowiłam wkręcić go w swój plan. Podeszłam i przytuliłam go.

  - Nie zniknę – szepnęłam wtulona w jego tors – chodź – odsunęłam się i pociągłam go w kierunku bankomatu. Podeszłam do urządzenia. Język, pin, kwota i zadanie skończone. Wyciągnęłam plik gotówki z otworu maszyny i podałam bliźniakowi.

  - Dziękuję – wahając się odebrał pieniądze, po czym mocno mnie przytulił – nie wiem co bym bez ciebie zrobił – dalej przytulał mnie do swojego ciała co po pewnym czasie przestało się podobać jego bratu i odchrząknął dosyć głośno i jednoznacznie. Jai odsunął się w błyskawicznym tempie i stanęliśmy w niezręcznej ciszy.

  - Ruszamy za nimi ? – powiedziałam lekko mrużąc oko. Chłopcy bez odpowiedzi ruszyli tam gdzie mieliśmy zacząć swoje podchody. Już kilka kroków w kierunku, w którym pobiegli znaleźliśmy strzałkę z ketchupu. Tak oto Janoskians robią strzałki w centrum handlowym ketchupem. Zapewne Daniel znalazł go w kieszeni. On ma tam dosłownie wszystko. Zaklęcie zmniejszająco- zwiększające działa perfekcyjnie. Biegliśmy w wyznaczonym kierunku póki Luke nie znalazł kolejnej strzałki i kolejnej.

  - Oni są pojebani – Jai usiadł przy stoliku w części jadalnej. Szczerze ? Przegięli z tym uciekaniem. Nawet nie wiedzieliśmy gdzie mogli teraz być centrum jest gigantyczne, a my w ciągu godziny przeszliśmy tylko połowę.

  - Ja już więcej ich nie szukam – westchnęłam głośniej – mogłam wymyślić coś innego – w tym momencie moje uderzenie z otwartej dłoni w czoło było idealną karą. Wstałam od stolika i spojrzałam na chłopaków.

  - Idę do KFC po picie z dolewką chcecie coś ?

  - Pić

  - Cokolwiek – uśmiechnęłam się widząc zmęczonych chłopaków i podeszłam do kasy.

  - Dzień dobry co mogę podać ? – niska blondynka uśmiechała się zza lady i czekała na moje zamówienie w tym beznadziejnym stroju składającym się z czerwonego polo i czapki z daszkiem.

  - Dwa napoje z dolewką, trzy Hamburgery, dwa razy duże frytki i nuggetsy – uśmiechnęłam się do niej na co ona spojrzała na mnie dosyć wyśmiewającym wzrokiem, po czym zapisała zamówienie na Kasie, przyjęła zapłatę, wydała resztę i poszła szykować zamówienie dla mnie. Stałam oparta bokiem o ladę i spoglądałam na chłopców, którzy nie spuszczali ze mnie wzroku. Wciąż nie potrafiłam pojąć, że miałam przyjaciół i nie tylko. Niedawno jeszcze uciekałam jak myszka żeby nikt mnie nie zauważył by nie być odrzucona, a teraz miałam przyjaciół i w dodatku chłopaka.



  - Pani zamówienie – pod ręce została wsunięta taca przez co prawie się przewróciłam. Widziałam jak bardzo chłopcy wpadli jej w oko, ale żeby takie rzeczy robić. Zaśmiałam się pod nosem i wzięłam tace. Z gigantycznym bananem na ustach podeszłam do chłopaków, postawiłam tacę na stoliku i usiadłam.

  - Fuck – przeklęłam pod nosem – zapomniałam o słomkach – wstałam szybko od stolika i podbiegłam do kas. Dziewczyna dalej tam stała. Wzięłam trzy słomki i posłałam jej wredny uśmieszek.

  - Corin ? – usłyszałam znajomy głos. Obróciłam się i ujrzałam ojca. Kłopoty się zbliżają. Spojrzałam na niego marszcząc czoło.

  - Co ty robisz?

  - Może lepiej powiesz mi co ty tutaj robisz ?

  - Stoję, wiesz grawitacja oddziałowuje na moje ciało przez co nie latam – zakpiłam z niego. Nie chciałam go spotkać nie teraz, nie po tych wszystkich wydarzeniach. Zrobiłam krok w bok by móc go wyminąć, ale zastawił mi drogę.

  - Nie bądź bezczelna miałem na myśli co robisz z swoim życiem. Mieszkasz na jakiś slumsach mieszkasz z trójką chłopaków !

  - Nie unoś głosu na mnie – gdy kolejny raz chciałam wyminąć złapał mnie za ramię dosyć mocno przez co syknęłam.

  - Będę robić co tylko zechce, a ty wracasz do domu – ruszył w kierunku wyjścia i pomimo moich sprzeciwów i szarpań szedł dalej przed siebie niewzruszony.

  - Luke! – krzyknęłam przez co ojciec zatrzymał się w miejscu.

  - Jesteś moją córką i żaden ćpun ci nie pomoże – wyszliśmy z budynku. Dalej nie chciałam dać za wygraną. Wybrałam takie życie i nawet jeśli miałabym pracować jak inni zrobiłabym to bo dopiero teraz potrafiłam sobie uświadomić jak bardzo on mnie kontrolował. Zamykał mnie w domu, gdy byłam młodsza, zabraniał spotykać z kimkolwiek, grał dobrego ojca, a tak naprawdę był przeciwieństwem słowa dobry. Dawał mi jedynie złudzenie opiekuńczego i zatroskanego ojca, a gdy nauczyłam się żyć tak jak on tego chciał dał mi wolność, której już nie chciałam zaznać. Dzięki chłopcom zaczęłam nowe życie, a on ponownie chciał mnie zamknąć w klatce.

  - Cors! – głos ukochanego. Wybiegł z centrum i podbiegł do nas – Niech pan ją puści ! – krzyknął starając się rozluźnić uścisk mojego ojca. Nic to nie dawało, a jeszcze bardziej zacieśniał dłoń na mojej ręce.

  - Puść mnie! – zaczęłam tupać i pomagać drugą ręką. Jai dołączył do nas i zaczął jak tylko mógł odciągać od nas mojego ojca. On był wręcz niepokonany dwóch młodych chłopaków starało się jedynie uwolnić moją rękę od jego uścisku, a on był nie wzruszony! W końcu puścił sam z siebie i spojrzał na mnie pełen wrzutu.

  - Nawet nie wiesz co oni robią ! – Luke szybko przyciągnął mnie do siebie w opiekuńczym geście. Wtuliłam się w niego z całych sił i spojrzałam na ojca.

  - Wiem co robią i co robili, ale teraz są innymi ludźmi, a ty traktujesz ich jak wszyscy ! – do moich oczu napłynęły łzy. Nic o nich nie wiedział. Nie wiedział jacy są teraz, znał ich z przeszłości, której wstydzą się jak niczego innego. Przeszłości, od której chcą uciec, a on wraca do niej jakby to wszystko działo się wczoraj. Jakby to wczoraj sprzedawali biały proszek doprowadzający ludzi do skrajnej euforii kończącej się w najgorszym przypadku śmiercią, jakby to wczoraj Trevor miał nad nimi kompletną władzę i nic nie mogło ich uratować. Patrzył jak inni widział tylko to co już przeżyli nie to jak mogą żyć dalej.

  - Corin tacy ludzie się nie zmieniają !

  - Nie zmieniają się ludzie, którzy nie mają pomocy ! Oni ją otrzymali, a ty teraz to wszystko chcesz zniszczyć ! – złapałam Lukeya za rękę i ruszyłam w kierunku domu Brooksów.

  - Corin wróć do domu – powiedział milszym tonem. Błagalnym. Stanęłam na chwilę i obróciłam się.

  - Jeśli przestaniesz widzieć oczami, a zaczniesz sercem wtedy wrócę – przetarłam szybko rękawem oczy by nie rozpłakać się. Chciałam teraz podbiec do taty jak mała dziewczynka i przytulić go, ale musiał w końcu pojąć, że ludzie nie są tacy jakich ich widzi. Potrzebował teraz czasu na przemyślenie swoich słów, decyzji i tego co robił w akcie desperacji kilka minut temu. Jak bardzo mnie skrzywdził.

  – Luke, Jai chodźmy do domu reszta do nas dojdzie – ruszyłam kolejny raz w kierunku domu. Może nie był to mój dom, ale tak czułam się jak w prawdziwym rodzinnym domu nie to co miałam z ojcem, który wychodził rano i wracał późnym wieczorem by zjeść kolację przygotowaną przeze mnie. Tam Gina robiła nam posiłki, śmialiśmy się całą piątką, wygłupialiśmy się, bawiliśmy, robiliśmy to co każda rodzina powinna robić. Spędzaliśmy ze sobą czas. Bolał mnie fakt, że ojciec mieszkał teraz sam i nawet psa nie miał w domu, ale jeśli na to zasługiwał tak musiało się stać.  






Przepraszam was bardzo za tak długą przerwę, ale niestety 2 tygodnie leżałam w łóżku i nie miałam ochoty na nic więcej jak spanie czy siedzenie na twitterze. Nawet zwykłe ruszenie się z łóżka do kuchni sprawiało mi problem, gdyż głowa niemiłosiernie mnie bolała. Napisałam pewnej czytelniczce w sobotę, że rozdział pojawi się w poniedziałek lub wtorek lecz niestety pisałam go kawałkami ponieważ wena po chorobie ma swój wolny zapłon. Dziś jednak mimo oglądania „ Killing Bono” skończyłam rozdział i mam nadzieję, że nie zawiodłam osób, które jeszcze tu zaglądają bo dobrze wiem, że przez moją nieobecność straciłam czytelników. 



W każdym razie mam nadzieję, że pobijecie tym razem swój rekord komentarzy, który jak na ten moment wynosi : 8. Te komentarze naprawdę mi pomagają. Pokazują co jest dobrze, a co źle, więc jeśli widzicie jakiś błąd chociażby ortograficzny czy interpunkcyjny napiszcie mi o tym. To pomoże tak samo mi jak i wam.



Dziękuję za 5 tysięcy wejść na bloga i liczę, że nie opuścicie Corin i reszty ;)

piątek, 20 września 2013

Chapter 31


( Ostrzegam rozdział +18 spierdzieli wam psychike jak mi. + Jeśli macie ochotę puśćcie sobie James Arthur - You're Nobody 'Til Somebody Loves You w tym nie chodzi mi o słowa, a o melodie i jak jest śpiewana. Cały rozdział przy niej pisałam i nie wyobrażam sobie innej piosenki przy tym rozdziale ;) )

Jego dłonie dalej ściskały moje pośladki, a ja zdecydowałam się na odważniejszy krok. Jego wybrzuszenie dawało mi do zrozumienia, że chłopak jest gotowy. Powoli zaczęłam całować jego tors, zahaczając o sutki, brzuch, gdy doszłam do bokserek poczułam małe wahanie czy powinnam, ale cóż jeśli doszłam już tak daleko nie powinnam się cofać. Spojrzałam na niego. Zagryzał wargę. Chciał tego. Złapałam za gumkę bokserek i pociągnęłam je w dół. Wybrzuszenie w bokserkach kłamało na temat jego wielkości. Jego członek stał gotowy na wszystkie nasze ruchy. Ujęłam go delikatnie w dłonie. Zupełnie nie wiedziałam co robić. To był mój pierwszy raz. No oczywiście jak każda nastolatka zdarzało się, że widziałam zwykłe porno np. w szkole gdzie wszyscy o tym nawijają i przytykają ci pod nos telefon lub słyszysz w szatni jak to dziewczyna zrobiła chłopakowi dobrze. Wtedy to było takie łatwe, a teraz byłam pełna obaw. Nie chciałam zrobić niczego źle. Postanowiłam zrobić to tak jak widziałam. Włożyłam go do ust i zaczęłam ssać robiąc tzw. „Loda”. Z każdym dotknięciem lub oblizaniem robił się coraz grubszy.
 
  - Cors chwila – zatrzymał mnie, gdy chciałam ponownie włożyć go do ust – Jeszcze chwilę – powiedział cicho, gdy spojrzałam na niego przerażona. Myślałam, że zrobiłam coś źle. Zrobiłam mu coś lub nie daj boże byłam słaba w te klocki – Skarbie – spojrzał na mnie łagodnie – nie chce jeszcze dojść. Nie sam – uśmiechnął się, a ja spaliłam buraka. Sama świadomość, że to mój pierwszy raz sprawiała, że czułam się niepewnie. Naprawdę chciałam zrobić wszystko jak najlepiej by Luke nie pomyślał, że jestem do niczego i nie będę potrafiła go zadowolić.
 
      Podciągnął się, uklęknął przede mną i lekko przyciągnął mnie do siebie by nasze usta ponownie się połączyły.
  - Teraz moja kolej – uśmiechnął się między pocałunkami i położył mnie na plecach. Pomimo faktu iż całowaliśmy się katem oka obserwowałam jego ruchy. Szybko ściągnął ze mnie bluzkę chwilowo przerywając pocałunek. Delikatnie wsunął dłonie pod moje plecy i zaczął szukać zapięcia ze stanika. Jego dłonie były tak ciepłe, że czułam jego opuszki palców błądzące po tylnej części mojego ciała. Gdy złapał rozpięcie uporał się z nim z małymi trudnościami. Powoli zsunął ze mnie stanik i rzucił nim na bok. Kiedy stanik już nie okrywał moich piersi chłopak bez wahania skierował swoje pocałunki właśnie na nie drażniąc przy tym moje sutki. Zaczął je lekko podgryzać i szczypać powodując u mnie przyjemne pojękiwania. Ściskał je jeszcze chwilę i zaczął kierować się niżej. Z każdą sekundą byłam coraz bardziej niepewna siebie. Delikatnie zacisnęłam uda, gdy chłopak złapał za gumkę moich majtek.
  - Skarbie – spojrzał na mnie – jeśli nie chcesz … - przerwałam mu
  - Chce – zagryzłam dolną wargę i rozchyliłam lekko uda by ułatwić mu pozbycie się jedynego materiału, który mnie okrywał. Wzięłam większy oddech kiedy chłopak zbliżał się ustami coraz bliżej mojego czułego miejsca. Wzdrygnęłam się kiedy chłopak dmuchnął delikatnie
  - Cors nie denerwuj się. Okey ?
  - Okey -

      Jego język powoli przesunął się po mojej łechtaczce, a ja cicho jęknęłam. To był pierwszy raz, gdy ktoś dotykał mnie w tym miejscu. Jednak nie dawałam po sobie poznać, że czuję się niezręcznie. Chłopak mógłby przerwać, a tego bym nie chciała. Powtarzał ruchy, a moje mięśnie za każdym ruchem napinały się coraz bardziej. W pewnym momencie poczułam największe napięcie ich. Moje oczy mimowolnie się zamknęły i zacisnęły.
  - Luu – wyjęczałam cicho. Nie mogłam być głośno. Chłopcy mogliby wejść lub nie daj boże Gina, a tego nie chciałabym ani ja, ani Luke.
  - Już skarbie – przestał – czekaj chwilkę – wstał i podszedł do szafki nocnej brata – Beau jest zawsze gotowy – zaśmiał się. Otwarł srebrne opakowanie, po czym wyciągnął z niego prezerwatywę i wolnym ruchem ręki założył go na członka. Obserwowałam jego poczynania z zainteresowaniem. Wiem nie powinnam się była gapić, ale nie potrafiłam przestać. Stanął przy łóżku i oparł się o nie. Złapał mnie za uda i przyciągnął do siebie.
  - Jesteś pewna ? Nie będzie odwrotu – spytał dla pewności.
  - Gdybym nie była pewna nie leżałabym tu naga i rozkroczona przed tobą – ponownie zaśmiał się pod nosem – jesteś zadziorna ostatnio – schylił się do moich ust i złożył pocałunek na nich – jeśli będzie boleć powiedz, przestanę.
  - Dobrze – uśmiechnęłam się. Chłopak wyprostował się i zginając kolana ustawił się na wysokości mojej kobiecości. Przyłożył go delikatnie i patrząc na moje reakcje powoli zaczął wchodzić. Poczułam jak rozpycha mnie delikatnymi ruchami. Gdy doszedł do końca poczułam ból. Syknęłam choć bardzo nie chciałam pokazać mu, że zadał mi jakikolwiek ból.
  - Cor ?
  - Jest okey – powiedziałam uśmiechając się. Chciałam mu pokazać tym, że wszystko jest dobrze i naprawdę nie zrobił nic złego. Chwilę się wahał, ale minęło kilka sekund i dalej kontynuował ruchy. Z każdym pchnięciem coraz mniej bolało. Ból zastępowała rozkosz i coraz większe pragnienie. Kiedy upewnił się, że teraz może przyśpieszyć jego pchnięcie powoli przybierały na szybkości i sile. Oplotłam go nogami przysuwając bliżej. Za posunięciem się w przód szło także opadnięcie na mnie ciałem. Prawą dłoń oparł nad moją głową, jego usta kolejny raz połączyły się z moimi, a ja z braku wiedzy gdzie mam podziać ręce zarzuciłam mu je na plecy. Każde pchnięcie doprowadzało mnie do szaleństwa. Każde dawało poczucie, że coś dla niego znaczę, że on coś znaczy dla mnie. Moje mięśnie spinały się coraz bardziej. Z moich ust wypływały coraz to głośniejsze jęki, których nie potrafiłam opanować. Co chwila byłam uciszana. To było szalone. Poruszał się we mnie coraz szybciej i szybciej, a ja zaczynałam czuć, że szczytuję i to z wzajemnością. Gdyby nie oddzielająca nas gumka poczułabym właśnie całkowite ciepło spermy chłopaka. Doszedł. Doszedł razem ze mną. Z bezsilności położył się obok mnie. Spojrzał na mnie. Leżałam cała mokra i szczęśliwa obok niego. Poprawił kosmyki włosów, które przykleiły się mi do czoła.

  - Proszę bądź moją dziewczyną – spojrzał na mnie taki szczęśliwy. Bardziej niż był jeszcze dwie godziny temu.
  - Na zawsze – podniosłam się i pocałowałam go w usta. Nasz języki na chwilę się splotły by następnie rozłączyć się byśmy mogli oddać się w krainę snów.

  - Wstawać zboczeńce ! – głos Beau uderzył w moje uszy niczym bezlitosny zawodnik WWE w przeciwnika. W dodatku zaczął skakać po łóżku. Momentalnie złapałam kołdrę tak by nie odkrył ani mnie, ani Brooksa leżącego tuż obok mnie. Cóż byłoby głupio, gdyby zobaczył, że tak naprawdę było jak mówił. Nie chciałam mu dać tej satysfakcji.
 
  - Wyjdź stąd ! – krzyknęłam podciągając kołdrę na piersi. Denerwował mnie jedynie fakt, że Lukey dalej spał i chrapał.
  - To ty wyjdź z mojego łóżka
  - Nie
  - Widzisz jesteś zboczeńcem – wytknął mi język i wyszedł z pokoju.
  - Idiota – skomentowałam i usiadłam tym razem bez konieczności zakrywania się. Zapewne wstydziłabym się gdyby Lu nie spał, ale spał i to jak głośno. Zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do walizki. Wyciągnęłam z niej czystą bieliznę i ubrania. Na podłodze leżał mój szlafrok, który porzuciłam dzień wcześniej, więc zgarnęłam go i odziana jedynie w szlafrok ruszyłam do łazienki. Na całe szczęście była pusta, więc nikt nie mógł mi przeszkodzić w wzięciu chociażby prysznica. Zamknęłam drzwi na zamek,  zrzuciłam z siebie materiał i stanęłam naga przed lustrem. Byłam cała rozmazana, włosy poczochrane, ale byłam niesamowicie szczęśliwa. Bo od dzisiejszej nocy byłam dziewczyną Luke’a Brooksa. Podeszłam do prysznica i odkręciłam kurek z gorącą, a następnie schłodziłam ją zimną wodą. Kiedy woda była odpowiednia weszłam do kabiny i zamknęłam się w niej. Złapałam za plastikową butelkę żelu pod prysznic. Jak zawsze po pomieszczeniu rozszedł się zapach truskawek. Zaczęłam myć ciało przypominając sobie każdy dotyk chłopaka. Takich momentów się nigdy nie zapomina. Gdy byłam czysta ciałem jak i włosami wyszłam wycierając się. Nie wiem jakim cudem, ale ku mojemu zdziwieniu przede mną stał Luke i uśmiechał się.

  - Co tu robisz ? – speszyłam się i szybko zakryłam ciało.
  - Myślałem, że poczekasz na mnie z prysznicem – podszedł do mnie i wtulił się we mnie. Rozbawił mnie. Zachowywał się niczym pięciolatek któremu spadł lizak. Zrobiło mi się go żal.
  - Następnym razem poczekam misiu – cmoknęłam go w czoło i obróciłam się do lustra. Chłopak dalej stał wtulony we mnie tylko tym razem w moje plecy. Spojrzałam w nasze odbicie. Gdyby nie fakt, że stałam bez makijażu byłoby idealnie. Chłopak wessał się w moją szyję.
  - Luke – jęknęłam. Chłopak spojrzał w nasze odbicie – widzisz idealnie do siebie pasujemy – uśmiechnęłam się do niego.
  - Byłoby idealnie, gdybym była ładniejsza
  - Nie da się być bardziej rozumiesz? Nie da się

  - wyjdziecie już ? – Jai zaczął dobijać się do drzwi. Ja byłam już gotowa do wyjścia – pomijając kwestię śniadania. Wyszłam w połowie odzianym bliźniakiem. Chłopak poszedł jeszcze do pokoju, a ja do kuchni pomóc Ginie przy śniadaniu. Zrobiłyśmy każdemu po dwie kanapki do szkoły i kanapki z nutellą do zjedzenia w domu. Postawiłam talerz na stole i dosyć skrępowana zaczęłam jeść. Szczerze to od kiedy wyszłam z pokoju czułam się strasznie skrępowana. Niestety czasem nic nie potrafiło mnie uciszyć, ale mam nadzieję, że nie byłam na tyle głośno by wszyscy mnie słyszeli. Bynajmniej Gina nie patrzyła na mnie jakby coś słyszała lub była tak dobrą aktorką by to ukryć. Gdy Luke pojawił się w drzwiach dalej bez koszulki można było usłyszeć tłumiony śmiech jego braci. Gdy podszedł do lodówki po mleko na jego plecach były widoczne zadrapania. Czy to byłam ja ? – zadałam sobie pytanie w myślach fizycznie przybierając czerwonych rumieńców. Postanowiłam jakoś odwrócić swoją uwagę i kiedy będziemy sami porozmawiać z chłopakiem. Wzięłam kolejną kanapkę i zaczęłam ją panicznie pożerać. Chłopak w końcu założył na siebie koszulkę czując na sobie wzrok braci i dołączył do nas. Przy jedzeniu śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak kiedyś. W powietrzu można było poczuć jak stare czasy wracają.

  - Lecimy ! – Luke złapał mnie za rękę, gdy wychodziliśmy.
  - Zmiany wszędzie zmiany – Beau skomentował podchodząc do nas tak, że szliśmy wszyscy w jednej linii. Po chwili dołączyli Daniel i James. Właśnie wtedy się zaczęło.
  - Boże jacy wy byliście głośni ! – Beau bez żadnej krępacji powiedział to na głos tak, że nawet osoby idące po przeciwległym chodniku mogły usłyszeć jego słowa. Speszona pociągłam swojego chłopaka w tył.
  - Luke przepraszam – powiedziałam smutna. Nie chciałam mu nic złego zrobić, a tym bardziej podrapać go tak, że przeze mnie miał teraz całe czerwone plecy.
  - Mała za co ? – objął moje ramiona.
  - Masz całe plecy podrapane – moje oczy zaczęły nabierać łez. Nie potrafiłam tego kontrolować. Było mi tak smutno i przykro, że to mu zrobiłam. Chłopak zaśmiał się i przytulił mnie.
  - Kochanie te zadrapania jedynie pokazują jak dobrze ci ze mną było co mnie w stu procentach uszczęśliwia – westchnęłam głośno – Kocham cię i choćbyś zrobiła niewiadomo co nie przestane
  - Ja ciebie też – stanęłam na palcach i pocałowałam go.


_______________________________________

 Jak widać udało mi się wypełnić obietnicy, że dziś dodam rozdział. Strasznie przybił mnie fakt, że pod poprzednim znalazł się jedynie jeden komentarz. Liczyłam na waszą opinie, ale cóż. Może pod tym znajdzie się więcej ? Zobaczymy ;)

Mam nadzieję, że nie zawiodłam was z opisywaniem +18 i było to opisanie tak jakbyście chcieli. 

Czekam na wasze opinie i do napisania ♥

czwartek, 19 września 2013

Chapter 30


      Od kilku dni atmosfera w domu zmieniła się diametralnie. Chłopcy nie mają swoich odpałów już tak często. Są strasznie nerwowi i spięci. Rzadko się uśmiechają co dodatkowo udziela się mi. Jak to niektóry mówią – zachowują się jakby mieli okres. Myślałam, że to przysłowie można przypisać jedynie kobiecie, ale teraz zmieniłam zdanie widząc ich. Ciągle chodzili nie w sosie, a gdy staram się ich rozbawić „gaszą” mnie. Jedyną osobą, która praktycznie się nie zmieniła była Ginna. Ona ciągle miała dobry humor i starała się zarazić nim chłopców pomimo ich dość niemiłych komentarzy typu „Jak masz być tak śmieszna to może wyjdź”. Nie jest to miłe, ale ja się im nie dziwię. Trevor po naszej ucieczce nie dawał oznak życia co równało się z tym, że to może być dopiero początek większych problemów. Spojrzałam na chłopaków siedzących na kanapie. Beau grał na telefonie, Jai przełączał kanały, a Luke kurczowo obejmował mnie ramieniem. Od kiedy wróciliśmy z lasu Lu ciągle był blisko mnie. Gdy gdzieś szłam on był kilka kroków za mną, gdy szłam z Ginną do kuchni pomagał nam gotować. Jedynym miejscem gdzie nie szedł za mną była ubikacja. Doszło nawet do tego, że zamienił się z Beau. Teraz to on śpi pod łóżkiem, które Beau poświęcił dla mnie. Nie śpi dosłownie pod nim, ale na materacu przystawionym do łóżka. To na początku było dosyć krępujące, ponieważ przyzwyczaiłam się do chrapiącego Beau, który często spadał z dmuchanego materaca lub wdrapywał się nieświadomie do mnie. Teraz, Lukey często zamiast spać na materacu, spał ze mną w łóżku i przytulał mnie całą noc. Nie, żeby mi się to nie podobało, ale wyobraźcie sobie, że kilka dobrych lat nie przytula was ktoś zbyt często, aż tu nagle całą noc ktoś przytula was najmocniej jak potrafi i nie chce puścić. Teraz jest to dla mnie normalne, ale wciąż nie padło to najważniejsze pytanie i nie wiem jak powinnam się zachowywać, gdy ktoś nas właśnie tak traktuje.

      Wstałam bez słowa, ale po chwili byłam ponownie pociągnięta na swoje poprzednie miejsce.
  - Gdzie idziesz ? – Luke spojrzał na mnie.
  - Do pokoju – ponownie wstałam i ku mojemu zdziwieniu Brooks dalej siedział w tym samym miejscu. To było co najmniej dziwne, ale wolałam się tym nie przejmować. Ruszyłam w kierunku schodów i nim je pokonałam sprawdziłam jeszcze raz czy chłopak za mną nie idzie. Gdy okazało się, że ciągle tam siedział szybko pokonałam schody i weszłam do pokoju. Bella spała przy nogach łóżka i pochrapywała, a lala tuż obok niej. Papużki nierozłączki i największe przyjaciółki od kiedy tu zamieszkałam. Chciałabym mieć właśnie taką przyjaciółkę, ale na razie mogę jedynie pomarzyć. Uśmiechnęłam się na widok psiaków i podeszłam do walizki. Usiadłam przed nią po turecku i rozpięłam boczną kieszonkę. Wyciągnęłam z niej portfel i zaczęłam liczyć.
  - 1.639 dolców – powiedziałam do siebie smutno. Gdy tu przychodziłam miałam kilka tysięcy, ale dokładam się tu do czynszu, kupuje jedzenie. Pieniądze znikały szybko przez ostatnie 6 tygodni. Spojrzałam na swoją kartę z bankomatu.
  - Ciekawe czy ojciec ją zablokował – wstałam z portfelem w ręku. Zabrałam z materaca, na którym śpi Luke jego bluzę i wyszłam z pokoju wkładając portfel do tylniej kieszeni spodni. Zbiegłam po schodach i udałam się do wyjścia.
  - Zaraz wracam – powiedziałam by podpuścić chłopców do wyjścia z domu.
  - CO?! – krzyknęła cała trójka jak na komendę. Ich oburzenie wywoływało ostatnio u mnie niesamowite salwy śmiechu. Ciągle siedzieli cicho, ale jak chciałam gdzieś iść sama byli jednogłośni, a co najzabawniejsze mówili praktycznie to samo i w tym samym momencie. Strasznie się zmienili. Spoważnieli i jakby to ująć trochę wydorośleli. Nie pasowało to do nich za nic. Oni byli wiecznie pięciolatkami biegającymi z bujną wyobraźnią i zboczonymi myślami.

  - Idziemy z tobą – bracia zaczęli na szybko ubierać się. Chwilę później byli gotowi do wyjścia.
  - A tak w ogóle to gdzie idziemy ?
  - Do centrum handlowego – uśmiechnęłam się do przyjaciela. Beau szedł po mojej lewej stronie, po prawej obejmował mnie Lu, a Jai szedł z boku jakiś wyraźnie przybity. Nie wiedziałam o co chodziło, ale czułam, że muszę mu pomóc.
  - Cors naprawdę masz ochotę na zakupy ? – Beau powiedział niezadowolony. Nawet nie wiedział po co tam szłam. Od razu stwierdził, że na zakupy, a tak naprawdę szliśmy by przypomnieć całej trójce, że na tym świecie istnieje również śmiech i dobra zabawa. Tęskniłam za dawnymi wygłupami. Kiedyś tylko to się dla nich liczyło, a dziś zapomnieli po co żyją. I to było moje zadanie. Przywrócić im dawne uśmiechy i poczucie humoru.

  - Zobaczysz – puściłam mu oczko i weszliśmy przez przesuwane drzwi do środka.
  - Dobra to gdzie chcesz iść ? – rozejrzałam się po centrum. Moją uwagę przykuły ruchome schody. Szybko uciekłam im i zaczęłam wbiegać schodami, które zjeżdżały w dół. No nie powiem bieg tymi schodami w górę wymaga wysiłku, ale po niecałej minucie pokonałam je. Chłopcy dalej stali na dole i patrzeli na mnie nie wzruszeni. Oni zupełnie zapomnieli co to dobra zabawa.
  - Zepsujesz schody – uniosłam brew do góry.
  - Do góry już! – krzyknęłam. Całe szczęście ochroniarzy gdzieś wywiało, więc mogliśmy się powygłupiać. Ostatnio na wejściu zostaliśmy wyrzuceni, więc miałam plan szaleć tym razem ile się da. Chłopcy ruszyli do schodów jadących w górę. No pokurwiło was – pomyślałam i kiedy byli w połowie, ja zaczęłam zjeżdżać w dół z nadzieją, że podłapią haczyk i zaczną biec w dół. Na całe szczęście wyszło mi to. Zaczęli zbiegać w dół, a ja poczułam mały sukces. Ale zanim doszli na sam dół uciekłam im w kierunku części jadalnej. Pełno stolików i żarcia. Ukryłam się za jedną z wielkich donic ustawionych koło gigantycznych filarów i patrzałam na poczynania rodzeństwa. Zaczęli mnie szukać. Na początku poważnie i bez humoru z czasem jednak chłopcy jeden po drugim zaczęli brać to jako zabawę. Luke zrobił z dłoni pistolet, a Jai i Beau udawali ninja. Zaczęli skakać po krzesłach i stolikach. Wykorzystałam moment, gdy byli w miarę daleko ode mnie i podeszłam do bankomatu stojącego w pobliżu. Język, pin i stan konta. Pieniądze dalej były, a karty nie wciągło czyli nie była zablokowana. Wypłaciłam z niej tysiąc dolarów i wróciłam na swoje dawne miejsce. Chłopcy wciąż nieudolnie mnie szukali dlatego zlitowałam się, podeszłam do jakiegoś gościa w nerdach i usiadłam naprzeciw niego. Na początku myślałam, że on tylko dla żartów nosi okulary, ale chwilę później stwierdziłam – siedzę obok kujona. Chłopak spojrzał na mnie przerażony. Miał na sobie sweterek wydziergany pewnie przez babcię na drutach, pod tym koszulę i sztruksowe spodnie wysoko uniesione. Jego włosy były jednym wielkim zbiorowiskiem tłuszczu z domieszką łupieżu. Uśmiechnęłam się do niego pomimo odrzucającego wyglądu.
  - Skarbie jesteś taki nieczuły – zrobiłam mu scenkę – Ja myślałam, że w końcu będę mogła zrobić ci loda, a ty dalej o tych pierwiastkach ! – wstałam „oburzona” i ruszyłam przed siebie zabierając mu frytki. Wszyscy dookoła patrzeli to na mnie, to na chłopaka. Było mi go nawet szkoda, ale cóż życie. Brooksowie stali jak wryci wpatrując się we mnie kiedy mijałam ich. Kilka chwil później dołączyli do mnie. Wyrwali mi frytki i zaczęli jeść. Gdy Lukey i Beau rozmawiali ja pociągłam na bok Jai’a.

  - Jai co jest ?
  - Nic
  - Tak, a ja jestem ułomna
  - Ariana
  - Co z nią ? – spytałam zmatwiona.
  - Nic tylko przez te akcję z Trevorem nie widziałem jej miesiąc – westchnęłam.
  - A gdzie ona teraz jest ?
  - U siebie w domu, a gdzie ma być ?
  - Załatwię to – przytuliłam chłopaka i dołączyliśmy do pozostałej dwójki.

      Rzuciłam się na łóżko po męczących wybrykach z chłopakami. Po akcji z frytkami wpadliśmy jeszcze po Jamesa i Daniela. Wygłupialiśmy się w parku i ogólnie spędziliśmy miłe po południe i wieczór. Moje starania nie poszły na marne. Ciągle się uśmiechali. Było jak kiedyś. Wszystko takie beztroskie i kolorowe. To właśnie było nam potrzebne. Śmiech by dawne czasy powróciły. Za tym najbardziej tęskniłam przez ostatni czas. Na mojej twarzy ponownie pojawił się uśmiech na samo wspomnienie. To było takie piękne.

      Drzwi do pokoju się otworzyły. Obróciłam głowę do nich by zobaczyć kto je otworzył. Luke Anthony Mark Brooks. Stał w samych bokserkach. Wiedziałam dobrze, że nie ma jakichś zboczonych zamiarów to była po prostu jego piżama, ale sam widok jego bez ubrań jedynie w bieliźnie powodował, że moje serce przybierało niesamowitej prędkości. Podszedł do łóżka. Od razu odsunęłam się w bok by zrobić mu miejsce. Sama nie wiedziałam po co ten materac dalej leży obok łóżka kiedy jest nieużywany. Mógł dobrze zajmować miejsce w piwnicy lub garażu, z którego go sprowadziliśmy. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Ten uśmiech był inny od tych, które widywałam przed snem. Był taki promienny i zaraźliwy. Lu był szczęśliwy
  - Dziękuję – powiedział cicho głaszcząc mnie po policzku. Poczułam nagłą chęć bliskości. Przytuliłam go, a chwilę później wpiłam się w jego usta. Nie wiem co mnie naszło. Całowałam go łapczywie jakby zaraz miał zniknąć. Miesiąc temu uderzyłabym się z liścia i zaczęła wydzierać co ja robię, ale teraz ? Teraz chciałam więcej i więcej. Hormony zaczęły we mnie buzować. Uniosłam się i usiadłam na nim okrakiem jedynie schylając się by móc dalej go całować. Moje dłonie powędrowały na jego tors, a jego na moje biodra. Byłam pewna, że to do czego nieświadomie dążę podoba mu się. Moje pocałunki zaczęły schodzić coraz niżej. Zaczęłam go całować po szyi robiąc na niej malinki. Mój cel? Pokazać mu, że jestem jego, że to nie były puste słowa, że słowo „ Kocham cię” nie było rzucone na wiatr. Delikatnie zagryzałam skórę na jego szyi, a gdy zrobiłam to mocniej on zacisnął dłonie na moich pośladkach wywołując u mnie cichy jęk. Ta gra zaczęła mi coraz bardziej wpadać w gust.


_______________________________

Wiem, że krótki, ale teraz od was będzie zależeć czy ma to być SEX STORY czy CRIMINAL STORY czy CRIMINAL/SEX STORY. Z boku macie ankietę. Następny rozdział mam napisany w obu ( cri/sex) wersjach. Od was zależy który jutro dodam ;)